Welcome To My World

Shame

„Kiedy byłem / Kiedy byłem małym chłopcem, hej”, praktycznie w każdą sobotę rano oglądałem w telewizji Polsat programy z piosenkami disco polo. „Yeti, Yeti w górach ma swój dom” niestety jakoś trwale się zakodowało w którymś z zakątków umysłu. Czasami się stamtąd wyłania i kaleczy mój mózg. Mając może siedem, osiem lat miałem co prawda świadomość istnienia na przykład takiego zespołu jak Dżem. Wiedziałem nawet, że mają oni utwór zatytułowany „Czerwony jak cegła”. Właśnie: tylko wiedziałem. Ale żebym znał chociaż odrobinę więcej tekstu, niż sam początek refrenu: „Czerwony jak cegła”. Serio! Trzy słowa! Tylko tyle! No szkoda…

A co z lekcjami muzyki w szkole podstawowej? Grałem tam na dętym instrumencie muzycznym z grupy drewnianych, a mianowicie na flecie prostym. Pisząc, że grałem, mam na myśli oczywiście nieudolne próby wydmuchania gamy.

Na keybordzie Casio, który też gdzieś się w międzyczasie przewinął, nie opanowałem nawet odwiecznego szlagieru „Wlazł kotek na płotek”.

A gitara elektryczna, którą kupiłem w (chyba) 2007 roku? Leży sobie cichutko i spokojnie u góry na szafie. Jej głównym celem istnienia jest obecnie zbieranie kurzu oraz przeszkadzanie mi w czasie przenoszenia tegoż właśnie mebla. Choć z drugiej strony nie jest też wcale tak źle. Mogę się tu bowiem pochwalić większymi osiągnięciami niż w przypadku fletu i keybordu. Kojarzycie ten grany na (bodajże) pianinie wstęp z piosenki „Nemo” zespołu Nightwish? No to umiem go wyszarpać na strunach. Pod warunkiem, że czysto w nie trafię…

Enjoy the Silence

Pamiętam takie wydarzenie z mojego życia: początek nauki w gimnazjum (czyli dawno temu i w odległej galaktyce). Pierwsze zajęcia (prawdopodobnie godzina wychowawcza): przedstawiamy się, mówimy coś o sobie i swoich zainteresowaniach. Ogólnie rzecz biorąc – pierdoły. Na przekór kolegom, którzy mówili, jakiej muzyki słuchają (np. grunge’u w wykonaniu Nirvany – Robert K., pozdrawiam), ja dumnie podkreśliłem, że muzyki nie słucham.

Tak naprawdę było! W pewnym momencie muzyka stała się dla mnie całkowicie obca. Cieszyłem się raczej z życia w ciszy.

New Life

Jakiś czas po tych gimnazjalnych wyznaniach dostałem (od rodziców, nie kolegów) wieżę firmy Panasonic. Radio, odtwarzacz płyt CD i kaset magnetofonowych zamknięte w jednej obudowie. No i powoli zacząłem znowu słuchać. Tym razem kawałków promowanych przez radiowych didżejów. I jakichś innych wybranych przez siebie piosenek, które na płycie CD wypalili mi życzliwi koledzy dysponujący nagrywarką. Co prawda nie było to już disco polo, jednak i tak wolałbym o tych koszmarkach nie pamiętać…

Nastał jednak rok 2005. Brytyjski zespół Depeche Mode (tak, to ci goście z tytułowego zdjęcia) wydał wtedy swój jedenasty studyjny album „Playing the Angel”. Całkowitym przypadkiem usłyszałem pierwszych 30 sekund utworu „Precious”. To wystarczyło, by moja przygoda z muzyką zaczęła się na dobre.

Just Can’t Get Enough

Od tych wydarzeń (z roku 2005) minęło już dziesięć lat, a ja ciągle nie mam dość ani Depeche Mode, ani muzyki samej w sobie. Co więcej, miłość do tego zespołu – mimo upływu czasu – wcale nie osłabła. Chociaż zapalonym depeszowcem nie jestem, też mogę się pochwalić drobną kolekcją, w skład której wchodzą:

  • album „Delta Machine” (rok 2013, wersja Deluxe Edition);
  • singiel „Heaven” z powyższego;
  • koszulka;
  • kubek, który dostałem w prezencie od żony (widnieje na nim okładka mojego ulubionego albumu: „Songs of Faith and Devotion” z 1993 roku).

Przy okazji taka ciekawostka: dlaczego przez pewien czas nosiłem baki i chodziłem w czarnej, skórzanej kurtce? Wystarczającą odpowiedzią niech będą oczywiście dwa słowa: Depeche Mode.

Co jakiś czas – rzecz jasna – zmienia się to, czego słucham. Ciągle jednak oscyluje to w granicach muzyki rockowej. Nirvana, Foo Fighters, Red Hot Chili Peppers, AC/DC, Radiohead, Pidżama Porno, Coma, Farben Lehre, Kabanos (polecam zwłaszcza „Klocki”), Myslovitz (w składzie z Arturem Rojkiem, ale tego chyba nie muszę dodawać)… Czasami dojdzie do tego trochę trance’u (idealny do słuchania w czasie programowania i sprzątania – bo nie rozprasza), chillout’u albo lounge’u.

W pewnym momencie (czyli po przeczytaniu „Maszyny różnicowej” autorstwa W. Gibsona i B. Sterlinga) przeżyłem też poważną fascynację steampunkiem. Słuchałem więc namiętnie amerykańskiego zespołu Abney Park. Swoją drogą – mają rewelacyjne kawałki, np. „Airship Pirate”. I ten genialny refren w tym właśnie utworze: „With a crew of drunken pilots / We’re the only airship pirates / We’re full of hot air and we’re starting to rise / We’re the terror of the skies, but a danger to ourselves now”.

Albo miłość do reprezentantów Mysłowickiej Sceny Niezależnej: Delons, Negatyw, Generał Stilwell, Penny Lane, Gutierez. Ach, wspomnienia…

I oczywiście cudowny Scatman John. Ale mogę go słuchać tylko wtedy, gdy jestem w domu sam. Żona go nie cierpi i tego nie ukrywa: „Wyłącz to!!!”…

Soothe My Soul

No cóż, wciąż szukam czegoś nowego. Czegoś, co znowu mnie zauroczy i zawładnie moim muzycznym sercem. Dobra muzyka jest bowiem takim pięknym ukojeniem, zarówno tłem, jak i treścią życia… Chlip, chlip, będę płakał…

Goodnight Lovers

Dość, wystarczy już tych uzewnętrznień i bełkotliwych pseudopoezji.

Niech ten tekst – moja muzyczna i życiowa historia – będzie odpowiednim wstępem do dalszych artykułów i rozważań na temat szeroko rozumianej sztuki. W tej bowiem dziedzinie mam jeszcze całkiem sporo do przekazania.

***

Jak wam się podoba taka wersja pierwszego artykułu na moim blogu, swoistego „Hello, World!”? Nie chciałem was zanudzać tekstem typu: „Nazywam się tak i tak, mam lat tyle a tyle, lubię to i to, a będę pisał o tym i o tym, więc zapraszam. Miłej lektury”. Bleee… Tego typu formułkę znajdziecie po kliknięciu przycisku menu. Jeśli jeszcze tego nie odkryliście, jest to ten guziczek u góry po prawej – tak, tak, te trzy poziome kreseczki w kwadraciku.

***

Zdjęcie tytułowe pochodzi z oficjalnej strony zespołu Depeche Mode: depechemode.com. Mam nadzieję, że chłopaki się nie pogniewają, że użyłem go na moim blogu.

Natomiast w charakterze tytułu tego artykułu oraz śródtytułów wykorzystałem oczywiście nazwy utworów tejże właśnie basildońskiej grupy.

Reklamy

6 thoughts on “Welcome To My World

  1. No popatrz, że z tak przypadkowych, poplątanych, eklektycznych muzycznych fascynacji wyszedłeś na ludzi i zacząłeś słuchać w miarę normalnej muzyki:) fajny tekst – trochę nostalgiczny, pokazujący jak muzyka tworzy (towarzyszy tworzeniu?) naszą osobowość, jest zawsze w pobliżu, gotowa pomóc nam się określić, wyrazić…eh…a u mnie wszystko takie proste i przewidywalne – raz szybko i mocno raz jeszcze szybciej i mocniej – ale zawsze muzyka na p:) pozdrawiam i czekam na więcej…

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s