Miesiąc: Październik 2015

Sklepy cynamonowe – cytaty wybrane

Dzisiaj rano, w okolicach godziny siódmej dwadzieścia, nucąc sobie radośnie pod nosem piosenkę „Zacznij od Bacha” Zbyszka Wodeckiego, wpadłem na pomysł na kolejny artykuł. Pomyślałem sobie, że skoro wypisałem niedawno cytaty z „Trylogii husyckiej” Andrzeja Sapkowskiego, to dlaczego nie miałbym wypisać ich z kolejnej książki?

Jej wybór był tutaj dla mnie jasny i oczywisty. Jakiś czas temu – może rok – dostałem ją w prezencie od żony. Naprawdę bardzo się wtedy ucieszyłem, bo była to książka, którą od dawna chciałem przeczytać w całości (w szkole było omawiane chyba tylko jedno opowiadanie): „Sklepy cynamonowe” Bruno Schulza.

(Książka, którą dostałem od żony, zawiera dwa łączące się ze sobą zbiory opowiadań: właśnie „Sklepy cynamonowe” i „Sanatorium pod Klepsydrą”, a także jeszcze tekst „Rzeczywistość zdegradowana (Rzecz o Brunonie Schulzu)” Artura Sandauera).

Pełna mitycznych, fascynujących, onirycznych opisów, porównań i przenośni, zauroczyła mnie już od samego swojego początku. Ponieważ chciałem mieć możliwość szybciej wracać do interesujących mnie fragmentów, założyłem specjalny zeszyt, do którego je przepisywałem (nie znoszę malowania, pisania, rysowania po książkach. Zwłaszcza takich pięknych, mających już swoje lata).

Teraz, dzięki temu, łatwiej mi się podzielić z wami tym, co wyjątkowo mi się w tej książce spodobało. Zapraszam do lektury:

Sklepy cynamonowe, Sierpień:

Ogromny słonecznik, wydźwignięty na potężnej łodydze i chory na elephantiasis, czekał w żółtej żałobie ostatnich, smutnych dni żywota, uginając się pod przerostem potwornej korpulencji. Ale naiwne przedmiejskie dzwonki i perkalikowe, niewybredne kwiatuszki stały bezradne w swych nakrochmalonych, różowych i białych koszulkach, bez zrozumienia dla wielkiej tragedii słonecznika.

Sklepy cynamonowe, Ptaki:

(…) zakopcone przestrzenie strychów – czarne, zwęglone katedry, najeżone żebrami krokwi, płatwi i bantów – ciemne płuca wichrów zimowych.

Sklepy cynamonowe, Pan Karol:

W pokoju panował odstały półmrok z osadem wielu dni samotności i ciszy.

Sklepy cynamonowe, Ulica Krokodyli:

Wszelako, mimo zaaferowania i interesowności, ma się wrażenie błędnej, monotonnej, bezcelowej wędrówki, jakiegoś sennego korowodu marionetek.

Sanatorium pod Klepsydrą, Wiosna:

Jedne z tych prędkich i zgrabnych dziewcząt śpieszą do pracy, do sklepów i biur, inne na schadzki, ale przez chwil parę, podczas których przechodzą przez ażurowy kosz alei dyszący wilgocią kwiaciarni i nakrapiany trelami ptaków – należą do tej alei i do tej godziny, są – nie wiedząc o tym – statystkami tej sceny w teatrze wiosny.

Trony więdną nie zasilane krwią, żywotność ich rośnie tą masą krzywdy, zaprzeczonego życia, tego wiecznie innego, co zostało przez nie wyparte i zanegowane.

Sanatorium pod Klepsydrą, Dodo:

Bo jakże można było kontynuować rozmowę, gdy na przykład na pytanie, czy towarzyszył matce w drodze na wieś, odpowiadał tonem minorowym: „nie wiem”, i była to smutna i zawstydzająca prawdomówność, gdyż pamięć Doda nie sięgała w istocie poza chwilę i najbliższą aktualność.

(…) okazało się, że był już niejako wycofany z obiegu, nie należał do wspólnoty ludzi rozumnych.

(…) byli to towarzysze specjalnego gatunku, nie w znaczeniu koleżeństwa i wspólności interesów, ale w sensie wysoce problematycznym i nie przynoszącym zaszczytu.

Z satysfakcją mówił nieuleczalnie chorym o czekającej ich śmierci. Z wizyt kondolencyjnych korzystał, by przed skonsternowaną rodziną poddawał ostrej krytyce żywot zmarłego, po którym jeszcze łzy nie obeschły.

Sanatorium pod Klepsydrą, Edzio:

(…) gdy leżą w pokojach tego domu bezwładni jak mak w przegrodach wielkiej, głuchej makówki.

Sanatorium pod Klepsydrą, Emeryt:

Nie, oni po prostu dzielą czas na drobne polana, gospodarują czasem, zapełniają piwnice dobrą i równomiernie porżniętą przyszłością na zimowe miesiące.

Odbiór twóczości

Także i wam podobają się te fragmenty? Należycie więc do jednej grupy wraz ze mną i m.in. Witkacym, Antonim Słonimskim, Arturem Sandauerem, Jerzym Ficowskim i Julianem Tuwimem. Nie podobają się? No trudno. Przecież nie muszą. W okresie międzywojennym, ale także i później, również znalazło się sporo osób, które twórczość Schulza oceniały negatywnie.

Hmm, mam pomysł. Tych kilka(naście) cytatów to w sumie trochę mało, żeby oceniać czyjąś twórczość. Przeczytajcie więc całość. Nie macie tej książki w domu? No to odsyłam was do jednego z moich poprzednich artykułów – zobaczcie, na ile sposobów możecie ją zdobyć. A potem podzielcie się wrażeniami z lektury w komentarzach.

***

Chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o Bruno Schulzu? Przeczytajcie więc ten artykuł na Wikipedii. Tutaj mają być bowiem tylko cytaty, a nie biografia artysty…

Reklamy

Wybory w roku 2015

Wybory do sejmu i senatu już za kilkadziesiąt godzin. Nic więc dziwnego, że uśmiechniętych twarzy i pełnych obietnic haseł spoglądających z plakatów rozwieszonych na słupach, znakach, latarniach, płotach, billboardach i na czym tylko się da, przybywa jak grzybów po deszczu. Albo korzystając z terminologii matematycznej (o której już zapomniałem, a którą przypomniał mi H. P. Lovecraft w jednym ze swoich opowiadań): ich ilość „potęguje się raczej w postępie geometrycznym niż arytmetycznym”.

Jednakże na którą partię i kandydata/kandydatkę pójdziecie głosować oraz czy w ogóle wybierzecie się do lokali wyborczych, to już wasza sprawa. Ja tymczasem ze swojej strony chcę w tym artykule przedstawić wam partię, na którą od dawna z powodzeniem stawiam i która jeszcze mnie nie zawiodła. „Jest taka?” – zapytacie? Ano jest.

Partia, którą mam na myśli, powstała w Warszawie w 1995 roku. Założyli ją Lesław Strybel oraz Arkus. Nazwali ją natomiast po prostu… Partia.

Zdziwieni? Nie znacie takiej? No to wyjaśniam: artykuł ten dotyczy zespołu muzycznego o takiej właśnie nazwie – „Partia”. O polityce pisać bowiem ani dzisiaj, ani jutro, ani w przyszłości nie będę – do tego tematu jest mi naprawdę daleko. Ale ponieważ całkiem dobrze używa mi się tego politycznego słownictwa, korzystając z niego chcę poprowadzić cały ten artykuł.

Nazwa

Jak nazywa się zespół Partia? „Yyy, Partia?” Brawo! Jak zdołałem ustalić, o dziwo nie ma ona jednak zbyt wiele wspólnego z polityką. Lesław przyznaje bowiem, że ta – podobnie jak piłka nożna – po prostu go nie interesuje.

Początki

Lata ’90 w muzyce? Zdominowane przez pop, muzykę elektroniczną i hip-hop. Jak w jednym z wywiadów przyznał Lesław: „falami eteru rządziły Varius Manx i Wilki, a alternatywna młodzież gustowała w przeideologizowanym punk rocku oraz reggae”. W takim właśnie czasie na warszawskim Żoliborzu pojawili się Lesław i Arkus – poszukujący pomysłu na życie fascynaci muzyki, przyjaciele od najmłodszych lat, a od siódmego roku życia także bracia krwi (żyły podcięli sobie cyrklem…).

Orientacja polityczna, tzn. muzyczna

Jakiego rodzaju muzykę zaprezentowała światu Partia? Ciężką do określenia jednym słowem mieszankę rock’n’rolla – przede wszystkim jego pierwotnej wersji, czyli rockabilly – rocka i punku.

Program

O czym śpiewa zespół z Żoliborza? W ich utworach przewija się nie tylko wątek warszawski („Warszawa i ja”, „Światła miasta”, „Żoliborz – Mokotów”). Pisząc teksty, Lesław często sięga po tematy, których inni unikają lub które ignorują, np. niedookreśloną osobowość. Kreuje też postaci życiowych outsiderów, samotnych i nierozumianych przez otaczających ich ludzi („Adam West”).

Dokonania

Generalnie rzecz biorąc, dorobek Partii obejmuje cztery albumy studyjne:

  • Partia
    – z 1998 roku, zawierający 12 utworów (w tym najbardziej znany: „Warszawa i ja”);
  • Dziewczyny kontra chłopcy
    – z roku 1999, 11 utworów (w tym „Kieszonkowiec Darek”, „Chciałbym umrzeć jak James Dean”, „Adam West”);
  • Żoliborz – Mokotów
    – z roku 2001, 10 utworów (genialne „Światła miasta”);
  • Szminka i krew
    – z roku 2002, 14 utworów (w tym dwa nowe rewelacyjne: „Powietrze” i „Nieprzytomna z bólu”. Resztę stanowią covery i nagrania koncertowe).

Natomiast biorąc rzecz mniej generalnie, na konto Partii należy zaliczyć sześć albumów. O piątym przeczytacie w podpunkcie Zwolennicy. Szóstym jest natomiast album zatytułowany „Umrzeć jak James Dean (The Best Of)”, w wersji na płycie CD zawierającym 16 utworów.

Koniec

W 2002 roku Lesław oraz Arkus po raz pierwszy wystąpili ze swoim nowym projektem noszącym nazwę „Komety”. Miało to miejsce w filmie „Głośniej od bomb” wyreżyserowanym przez Przemysława Wojcieszka. Rok później, czyli gdy w kalendarzach dominujące miejsce zajmował już napis „2003”, Partia została oficjalnie rozwiązana. I jak w innym wywiadzie stwierdził sam Lesław, zespół ten już nigdy nie będzie reaktywowany (chociaż skład Komet co do nogi pokrywa się z ostatnim składem Partii…). Jak przyznał lider, w ten sposób legenda będzie ciągle żywa. Podsumował to też z uśmiechem, mówiąc: „Atrakcyjność Partii polega na tym, że ten zespół już nigdy nie zagra”.

Zwolennicy

Za „życia” zespół nie cieszył się jakąś ogromną popularnością (warto wspomnieć, że na początku mieli ogromne problemy ze znalezieniem wydawcy: „granie na gitarach jest niemodne, bo młodzież słucha hip-hopu i techno”). Rzecz zmieniła się natomiast już po jego rozwiązaniu. O silnym wpływie, jaki wciąż wywiera na fanów i cały muzyczny świat, niech świadczy fakt, że w 2005 roku (czyli dwa lata po zakończeniu działalności) nagrana została płyta „Tribute to Partia”.

Zawiera ona 24 utwory zespołu wykonane przez innych artystów, m.in. Pustki („Powietrze”), happysad („Oskar Hell”), Muchy („Nieprzytomna z bólu”) oraz The Analogs („Światła miasta”).

Prezentacja

Jako wyborcy wolicie bardziej czyny niż słowa? Poniżej prezentuję więc listę moich ulubionych piosenek Partii wraz z linkami odsyłającymi do serwisu YouTube. Przesłuchajcie, pokontemplujcie, w sercach i umysłach oceńcie. Jeśli się spodobają (lub nie), dajcie o tym znać w komentarzach. Przekonajcie się, że na tę Partię warto stawiać, bo nigdy nie zawiedzie (tak przynajmniej jest w moim przypadku).

(Uwaga: wklejam linki zamiast filmów, żeby nie obciążać waszych łączy internetowych. Bo może ktoś z was czyta ten artykuł na smartfonie lub tablecie, jadąc akurat autobusem albo korzystając z wolnej chwili w pracy. Po co więc zabierać cenny transfer na ładowanie wideo? Zniechęcicie się i później nie będziecie chcieli czytać moich kolejnych artykułów).

Moje ulubione kawałki Partii:

***

Większość tego artykułu powstała w czasie mojej wędrówki po mieście. Jak tym razem (o poprzednim piszę tutaj) poradziłem sobie z oporną aplikacją? Zamiast w edytorze WordPressa, pisałem w Notatkach. Potem tylko to skopiowałem. Ha! Geniusz!

***

W artykule tym powołuję się na dwa wywiady. Pierwszy z nich znajdziecie pod tym adresem, a drugi tutaj.

Pidżama Porno

Pidżama, Pidżama

17 października o godzinie 20:00 pojawiłem się (razem z żoną i znajomymi) w łódzkim klubie „Wytwórnia”. Okazja wyśmienita, gdyż w ramach swojej jesiennej trasy koncertowej wystąpiła tam legenda polskiej muzyki (punk)rockowej – zespół Pidżama Porno.

Próbowałem dokumentować to wydarzenie – żeby były zdjęcia (lub chociaż jakieś jedno): do niniejszego artykułu, „na fejsika” i na Instagrama… No ale w warunkach koncertowo-bojowych, tzn. przy ogólnie niewielkim oświetleniu, a za to mocno oświetlonej scenie i reflektorach przeczesujących widownię oraz konieczności zoomowania (nie stałem blisko muzyków), nawet 8 megapikseli okazało się niewystarczające. Chyba że po prostu nie umiem robić zdjęć… Jakby nie było, musi wam wystarczyć moja relacja słowna i setlista, którą na bieżąco skrupulatnie notowałem. A jeśli już tak bardzo chcecie tych zdjęć, to poszukajcie ich sobie w internetach sami. Mnie się nie chce szukać…

Setlista (kursywą w nawiasach podaję nazwy albumów, z których pochodzi dany utwór):

  1. Nocny gość (Marchef w butonierce)
  2. Ach co za dzień (Futurista)
  3. Kocięta i szczenięta (Futurista)
  4. Taksówki w poprzek czasu (Marchef w butonierce)
  5. Grudniowy blues o Bukareszcie (Ulice jak stygmaty – absolutne rarytasy)
  6. 28 (One love) (Złodzieje zapalniczek)
  7. Goszka (Styropian)
  8. Dłoń, która podpisała papier (Ulice jak stygmaty – absolutne rarytasy)
  9. Idą brunatni (Marchef w butonierce)
  10. Kotów kat ma oczy zielone (Bułgarskie centrum)
  11. Do nieba wzięci (Styropian)
  12. Marchef w butonierce (Marchef w butonierce)
  13. Film o końcu świata (Futurista)
  14. Chłopcy idą na wojnę (Marchef w butonierce)
  15. Ulice jak stygmaty (Futurista)
  16. Bułgarskie centrum (Bułgarskie centrum)
  17. Wirtualni chłopcy (Bułgarskie centrum)
  18. Ezoteryczny Poznań (Złodzieje zapalniczek)

Bisy:

  1. Noc jak noc (Marchef w butonierce)
  2. Brudna forsa (Marchef w butonierce)
  3. Twoja generacja (Marchef w butonierce)

Drugie bisy:

  1. Droga na Brześć (Bułgarskie centrum)
  2. Pasażer (Ulice jak stygmaty)

Wrażenia i przemyślenia

Pidżama, jak to Pidżama. Nudno, smutno, bez polotu.

Żartuję oczywiście („ha! ha! ha! Cudowny żart, boki zrywać!”).

Wyłapując (już po koncercie) głosy z tłumu w przeważającej części słyszałem, że koncert był świetny. I do tej opinii się podłączam – mnie również bardzo się on podobał. Chociaż – szczerze powiedziawszy – był to mój pierwszy koncert Pidżamy w życiu. Nie mam więc możliwości porównać go z żadnym innym. (Mieliśmy już z żoną kupione bilety na koncert w Katowicach w marcu 2015. Jednakże dopadła nas choroba i w ostatniej chwili musieliśmy je odsprzedać. A znajomi nie zachorowali i pojechali…).

Jakie jeszcze komentarze dotarły do mnie z tłumu? Komuś nie podobała się aranżacja jednego z utworów (przeglądam setlistę z góry na dół, z dołu do góry i na wyrywki, ale za nic w świecie nie mogę skojarzyć, o który to kawałek chodzi). Ktoś inny jeszcze stwierdził, że Grabaż nie nadąża za melodią i po prostu nie ma już siły śpiewać. W sumie trochę w tym racji jest: Grabaż ma już przecież 50 lat, a od ponad trzydziestu występuje na scenie (oczywiście nie non stop. Robi sobie przerwy na posiłki i codzienne życie). Nie ma się co dziwić, że część sił już go opuściła i po prostu nie jest już w stanie ani śpiewać, ani skakać po scenie z wigorem godnym dwudziestolatka.

Nevermind. Najważniejsze, że – podkreślę to jeszcze raz – mnie się bardzo podobało. Tym bardziej, że zagrali też kawałki, na które najbardziej liczyłem: „Wirtualni chłopcy”, „Kocięta i szczenięta” oraz „Twoja generacja”. Gdyby zagrali jeszcze utwory „Outsider”, „Egzystencjalny paw” oraz „Tom Petty spotyka Debbie Harry”, byłoby już idealnie… No ale z drugiej strony nie można mieć przecież wszystkiego.

Miejscówka

I jeszcze słówko o klubie „Wytwórnia”. Mnóstwo miejsca, dzięki czemu nawet te tłumy – jak to na Pidżamie – spokojnie się pomieściły. Także powietrze było praktycznie cały czas świeżutkie (na pochwałę zasługuje tu dobra wentylacja, zakaz palenia oraz to, że nie staliśmy pod samą sceną, gdzie często tańczono pogo i uprawiano crowd surfing). Dopiero pod sam koniec do nosów na chwilę dobiegła mało przyjemna woń wydzielana przez spoconego fana przeciskającego się przez tłum…

Ostateczny wniosek

Ech, pojechałbym na Pidżamę ponownie… W sumie nic straconego: łódzki koncert był dopiero piątym podczas tej trasy koncertowej. W kolejce jest jeszcze jedenaście. Hmm, może się gdzieś znowu wybiorę…

Z przewagą na „może”, bo musi mi jeszcze zostać gotówka na bilet na koncert Kabanosa 28 listopada w częstochowskim TfP. Ale o tym już może innym razem.

***

W skrócie o zespole: Pidżama Porno powstała w grudniu 1987 roku z inicjatywy ówczesnych studentów poznańskiego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza – Krzysztofa Grabowskiego i Andrzeja Kozakiewicza. W ciągu swojej bogatej, prawie trzydziestoletniej działalności nagrali:

  • siedem albumów studyjnych: „Ulice jak stygmaty” (1989), „Futurista” (1990), „Złodzieje zapalniczek” (1997), „Styropian” (1998), „Ulice jak stygmaty – absolutne rarytasy” (1999), „Marchef w butonierce” (2001), „Bułgarskie Centrum” (2004);
  • jeden minialbum: „Zamiast burzy” (1994);
  • dwa albumy koncertowe: „Koncertówka part 1” (2002), „Koncertówka 2. Drugi szczyt” (2003);
  • trzy DVD: „Finalista” (2007), „Dwadzieścia” (2008), „Breżniew… ujrzałem śmierć na scenie” (2012).

Obecny skład zespołu to Krzysztof „Grabaż” Grabowski, Andrzej „Kozak” Kozakiewicz oraz Rafał „Kuzyn” Piotrowiak. W czasie koncertów wspierają ich Longin Bartkowiak oraz Mariusz Nalepa.

***

Autorem zdjęcia tytułowego jest Sławomir Nakoneczny.

Trylogia husycka – cytaty wybrane

W moim poprzednim artykule – „Powrót z wojny” – zapowiedziałem powstanie tekstu z wybranymi cytatami z „Trylogii husyckiej” Andrzeja Sapkowskiego.

Tak więc bez wdawania się w długie wstępy, umieszczam poniżej garść wybranych fragmentów, które szczególnie mi się spodobały. Z jedną tylko uwagą: moje poczucie humoru może być (i zapewne jest) trochę inne niż wasze. Zresztą nie wszystkie poniższe cytaty mają charakter satyryczny.

Narrenturm, wstęp:

Nie sprawdziły się mroczne proroctwa chiliastów, przepowiadających nadejście Końca dość precyzyjnie – na rok mianowicie 1420, miesiąc luty, poniedziałek po świętej Scholastyce. Ale cóż – minął poniedziałek, przyszedł wtorek, a po nim środa – i nic. Nie nastały Dni Kary i Pomsty, poprzedzające nadejście Królestwa Bożego.

(…)

Koniec świata nie nastąpił. Świat nie zginął i nie spłonął. Przynajmniej nie cały.

Ale i tak było wesoło.

Narrenturm, rozdział 9:

Warto pamiętać, że Szarlej jest demerytem, czyli księdzem, który w odosobnieniu odbywa pokutę za złamanie prawa kanonicznego:

Oczy Szarleja, zielone jak szkło butelki, były bardzo dziwne. Gdy się w nie spojrzało, dłoń machinalnie sprawdzała, czy sakiewka jest na miejscu, a pierścień na palcu. Myśl z niepokojem biegła ku pozostawionym w domu żonie i córkach, a wiara w cnotę niewieścią obnażała całą swą naiwność. Nagle traciło się wszelkie nadzieje na zwrot pożyczonych pieniędzy, pięć asów w talii do pikiety przestawało dziwić, autentyczna pieczęć pod dokumentem zaczynała wyglądać cholernie nieautentycznie, a drogo kupionemu koniowi zaczynało dziwnie rzęzić w płucach. To właśnie się czuło, gdy patrzyło się w butelkowo zielone oczy Szarleja.

Boży bojownicy, rozdział 2:

Reinmar i Samson Miodek po „przesłuchaniu” Jana Smirzyckiego:

– Bywaj, Samsonie. Aha, zapomniałem ci podziękować. Za telepatycznie przekazywane sugestie. To dzięki nim tak gładko poszło nam ze Smirzyckim.

Samson spojrzał na niego, a jego kretyńskie oblicze rozjaśnił nagle szeroki kretyński uśmiech.

– Poszło gładko – powiedział – dzięki twemu sprytowi i inteligencji. Ja mało pomogłem, niczym się nie przysłużyłem, jeśli nie liczyć rzucenia w Smirzyckiego beczką. Co się zaś tyczy sugestii, to żadnych ci nie dawałem. Telepatycznie ponaglałem cię tylko, prosiłem, byś się spieszył. Bo okropnie chciało mi się sikać.

Boży bojownicy, rozdział 6:

Huncleder i jego szulerzy, Szarlej, Manfred von Salm, Istvan Szeczy, Amadej Bata, Habart Mol oraz kaznodzieja grają w kości. Huncleder oszukuje:

– To był – uśmiechnął się Huncleder ospowatym półgębkiem – tylko żarcik. Taki mały żarcik tylko.

– W samej rzeczy – Szarlej zrewanżował się uśmiechem. – Mały, ale gustowny. I ucieszny. Raz w Norymberdze byłem świadkiem, jak za taki sam żarcik przy grze na pieniądze połamano kosterze obie ręce. Na kamiennym progu, za pomocą kowalskiego młota. Uśmialiśmy się, powiadam wam, do rozpuku.

Boży bojownicy, rozdział 8:

Szarlej próbuje dogryźć pewnej starej, przechwalającej się babie:

Nie widziałaś ty, starko, króla w życiu. Chyba że Heroda na jasełkach.

Boży bojownicy, rozdział 10:

Zdanie czarodzieja Telesmy na temat amuletów i ich poręczności:

Twierdzenie, że im masa amuletu znaczniejsza, tym większa jego moc, było truizmem, do tego truizmem wielce kłopotliwym. Sama natura czarodziejskich periaptów żądała wszak, by były poręczne. Talizman miał sens, gdy można go było nosić przy sobie – w kieszeni, za pazuchą, na palcu. Co z tego, mawiał Telesma, że sprasowany i ususzony bocian pozwala bezproblemowo czytać w cudzych myślach? Że zmumifikowana trupia noga niezawodnie chroni przed urokami? Gdzie to nosić? Na sznurku na szyi? Głupio się wygląda.

Boży bojownicy, rozdział 21:

Wstęp do rozdziału:

Rozdział dwudziesty pierwszy, w którym różne osoby – z różnych perspektyw – obserwują, jak też poczyna sobie historia. A historia, zerwawszy się z łańcucha, poczyna sobie jak cholera. I pokazuje, co potrafi.

O składzie osobowym ekipy husyckich agitatorów i ich zadaniach:

Razem jechali Drosselbart jako agitator, Rzehors jako pomocnik agitatora, Reynevan jako pomocnik pomocnika, Szarlej jako pomocnik Reynevana, Berengar Tauler jako zbytek łaski i Samson jako Samson.

Boży bojownicy, rozdział 24:

O broni, amunicji i prochu:

Stabilny i łatwo zapalny granulat otrzymywano poprzez zraszanie mielonego prochu ludzkim moczem, przy czym najlepsze efekty dawał mocz ludzi dużo i często pijących. Nie dziwota tedy, że proch wytwarzany w Polsce cieszył się na rynku zasłużenie dobrą renomą, a polskie młyny prochowe zasłużoną sławą.

Boży bojownicy, rozdział 25:

Rozmowa Reynevana i Brazdy z Klinsztejna w husyckim obozie:

– Mieliśmy jeszcze jednego księdza, ale niemocny był, słabował. Zmarło mu się. Pod Dusznikami go pochowalim. Będzie dwie niedziele temu.

– Zostaliście… – Reynevan odchrząknął. – Zostaliśmy więc bez pociechy duchowej?

– Jest wódka.

Lux perpetua, rozdział 2:

Rozmowa Reynevana i Allerdingsa na poważny temat:

– Jako żywo. A wiesz, co jest paradoksem?

– Nie wiem.

– To, że szkodząc kanonikowi, biskup szkodzi sam sobie. Otto Beess był we wrocławskiej kapitule praktycznie jedynym wciąż popierającym biskupa w kwestii nieograniczonej władzy papieża; reszta prałatów i kanoników coraz otwarciej deklaruje koncyliaryzm. Biskup intrygami pozbywa się stronników, marnie się to może dla niego skończyć. Sobór w Bazylei coraz bliżej. Wiele zmian może ten sobór przynieść… Czy ty mnie słuchasz? Co tam robisz?

– But czyszczę. W gówno wdepnąłem.

Lux perpetua, rozdział 10:

Biskup ma nową kochankę, Klaudynę Haunoldównę. Przybywa do niego – jak zwykle z poufnymi sprawami – Pomurnik:

Pomurnik wiedział, że można było przy niej spokojnie mówić o wszystkim. Nadzwyczajną urodę i nieprzeciętne walory ciała natura zrównoważyła u Klaudyny niedoborami. Głównie w mózgu.

Lux perpetua, rozdział 12:

Rixa Cartafila de Fonseca do Reynevana:

Staniemy na nocleg w Rogoźnicy, „Pod Bocianem”, tam jest bezpiecznie, a pchły występują w ilościach rozsądnych i akceptowalnych.

Reynevan i Rixa przekomarzają się, które z nich jest groźniejsze i bardziej przeklęte:

– Ja miałbym się lękać? – Reynevan z poważną miną włączył się do gry. – Ja? Ja jestem jeszcze lepszy. Jestem czarnoksiężnikiem, znam artes prohibitae. Mam to we krwi, cały na wskroś jestem przesycony straszliwą czarną magią. Gdy sikam, nad strugą moczu pojawia się tęcza.

Lux perpetua, rozdział 17:

Reynevan, Szarlej, Samson i Rixa siedzą mocno strapieni na skraju pogorzeliska:

– Paskudna rzecz – odezwała się wśród milczenia Rixa. – Paskudna rzecz, wojna w zimie. Der böse Krieg, jak na to mówią. Latem, jak chałupę spalą, to chociaż las pożywi, liściowie przed chłodem uchroni, z pól da się coś zebrać… A zimą to wyrok. Prowadzenia wojny zimą powinno się zakazać.

– Jestem za – kiwnął głową Szarlej. – Nienawidzę srać na mrozie.

Lux perpetua, rozdział 20:

Rozmowa Biedrzycha i Reynevana, który wraca do swoich kompanów po wyzdrowieniu:

– To dobrze. Gdzie jest Szarlej?

– Tam – Biedrzych wskazał na dalekie łuny. – Zajmuje się obniżaniem ekonomicznej pozycji księstwa raciborskiego. Awansował. Dowodzi oddziałem specjalnego przeznaczenia. Nazywają ich Podpalaczami.

Andrzej Sapkowski wielkim pisarzem jest

Zaprezentowałem tutaj tylko część z wielu fragmentów, które mi się spodobały. Po więcej odsyłam już do książki – poznajcie je sami i sami się przekonajcie o pisarskim kunszcie autora – Andrzeja Sapkowskiego (to ten pan ze zdjęcia tytułowego) – i jego niesamowitym poczuciu humoru.

A może któryś z powyższych cytatów spodobał się również wam? Albo też czytaliście „Trylogię husycką” i jakiś jeszcze inny fragment zwrócił waszą uwagę? Pod artykułem jest możliwość zostawienia komentarza. Skorzystajcie z niej, zapraszam. Wystarczy, że podacie tylko swój adres e-mailowy (nie będzie później widoczny) oraz imię lub pseudonim, pod jakim ma być widoczny wasz post.

***

Żeby później nie było: nie jestem autorem zdjęcia tytułowego. Pochodzi ono z tej strony, a w znalezieniu go pomógł mi Wujek Google.