Lubię to! I co z tego?

Ile warte są fejsbukowe lajki? Wyraźną odpowiedź na to pytanie otrzymałem w czwartek wieczorem.

Od początku, czyli od poniedziałku

Poniedziałek, godzina 11:28. Idę sobie przez miasto, załatwiam różne sprawy. SMS: to kumpel informuje mnie o darmowym koncercie, jaki w czwartkowy wieczór ma odbyć się w częstochowskim pubie Twoja Kolej.

Nie zastanawiamy się długo – idziemy. (Jak wjazd za free, to trzeba korzystać. Tym bardziej, że ponoć kapela fajnie gra).

Jako support „gwiazdy wieczoru” – kompletnie mi nieznanego niemieckiego zespołu o wdzięcznej nazwie Dead Cats On Mopeds – wystąpić ma częstochowska grupa Strado. Akurat o tych już coś niecoś słyszałem.

Koncert ma się zacząć o 20:00…

Dzień zero, czyli czwartek

W pubie meldujemy się gdzieś w okolicach godziny 20:30. I co? Strado jeszcze nie gra, Niemcy jeszcze nie dojechali… Szybko podjęta decyzja – także pod wpływem dźwięków płynących gdzieś z pustych żołądków – idziemy na kebsa.

Stoimy więc sobie obok budki i wcinamy kebaby, zręcznie przy tym manewrując stopami, by uniknąć spadających kawałków surówki (czy co to tam jest w tej bułce). Po chwili dociera jeszcze jeden kumpel. Po drodze zahaczył on o pub i teraz zdaje nam relację: support już gra, ale nagłośnienie jest fatalne – mega głośno, nic nie idzie zrozumieć. No nic. Kończymy kebsy i idziemy na własne uszy przekonać się o prawdziwości jego słów.

Wchodzimy, siadamy przy stoliku. Nie słyszymy własnych myśli… No dobra, może nie jest aż tak tragicznie, ale rzeczywiście bardzo, bardzo głośno. W związku z tym i bardzo niewyraźnie. Jest zdecydowanie głośniej, niż podczas (również darmowego) koncertu dwóch włoskich hardcore punkowych kapel (Have It All z Padwy oraz On A Ship z Wenecji), na którym byliśmy w tym samym pubie jakieś pół roku wcześniej. A przecież Strado to żaden punk, tylko zwykły rock…

Ale pomijając już fatalne nagłośnienie (kto je ustawiał?!): gdzie są fani? Powtarzam: gdzie…? są…? fani…?

Ach, te tłumy…

Nasza ekipa liczy cztery osoby. Niedaleko nas siedzi przy stoliku i sączy browarka jakaś dziewczyna. Trzech lub czterech gości w średnim wieku spoczywa nieco dalej. Na „parkiecie” przed sceną dwóch (!!!) fanów rytmicznie buja sobie czuprynami…

Nie mogąc znieść hałasu (czyżbyśmy już dziadzieli?), wychodzimy na zewnętrzny ogródek. Tu fanów brak. Przynajmniej idzie pogadać i wymienić się licznymi uwagami na temat stylu gry zespołu, nagłośnienia i tych tłumów ludzi.

No właśnie, gdzie są ci ludzie? Sprawdzam na fejsbukowym profilu grupy Strado: „lubię to!” kliknęło 1251 osób. Macie ochotę na odrobinę matematyki? No to jedziemy. Odejmijmy od tej liczby członków zespołu i ich rodziny. Nie jest to raczej kapela znana szerzej, no ale odrzućmy też osoby z dalszych stron, bo i pewnie takie dały lajka. Niech też ktoś akurat ma drugą albo trzecią zmianę. No i ile nam zostanie? 1000 dusz? 900? No mniej więcej tak może być. Na twarzoksiążkowej tablicy grupy informacja o wydarzeniu jest… O DARMOWYM wydarzeniu!!! Więc co się stało? Powtarzam po raz kolejny: gdzie są ci fani? Czyżby były to tylko puste lajki, no bo to przecież koledzy albo rodzina, więc „lubię to!” dać wypada?

OK, przyznaję, że przecież nie każdy z fanów przyjść musi. W moich polubieniach widnieje chociażby zespół Depeche Mode, a gdy grali koncert w Polsce, także się nie wybrałem.

No ale litości, z tysiąca osób „lubiących” na DARMOWYM gigu pojawia się dwoje? Gdyby jeszcze trzeba było kupić bilet za 15 zł (toż to przecież jakieś osiem VIPków)… Ale wejściówka „kosztuje” okrągłe zero! (Zresztą chyba jak wszystkie koncerty organizowane w „kolejce”). Nawet nie musimy kupować piwa lub czegokolwiek innego, obsługa nikogo nie wyprasza…

Lubię to! I co z tego?

Wyraźnie widać, jak zmienia się świat. Kiedyś fani wieszali na ścianach z trudem zdobyte plakaty. Z gazet wycinali artykuły i artykuliki dotyczące swoich ulubieńców. Z wypiekami na policzkach słuchali nagrań z kaset. Tych oficjalnych i bootlegów. Jechali za „swoją” kapelą na drugi koniec kraju.

Dzisiaj przeskakuje się na YouTubie z piosenki na piosenkę. A miłością i uwielbieniem obdarza zbyt wiele różnych treści. Przykre. Bo to uwielbienie często jest po prostu puste i bez znaczenia.

Aż szkoda mi członków zespołu: bo zagrali, no ale dla kogo?

Przydałoby się pozytywne zakończenie artykułu

Chciałem zakończyć tekst pozytywnym akcentem. Chciałem, ale chyba mi tym razem nie wyjdzie. Ogólnie rzecz biorąc zespół Strado zagrał poprawny koncert. Jednakże jakość nagłośnienia zepsuła wszystko. Nawet nie wiem, o czym śpiewała wokalistka… Może kiedyś jeszcze się wybiorę na jakiś ich występ i lepiej poznam ich twórczość.

Słówko o kotach

Piszę o fatalnym nagłośnieniu, braku fanów i supporcie – zespole Strado. A gdzie chociaż jedno krótkie słowo o gwoździu programu – Dead Cats On Mopeds? Ależ proszę bardzo.

Jest już po dwudziestej drugiej. Strado kończą swój występ, pakują się do samochodu i odjeżdżają. A niemieckiej kapeli wciąż nie widać… Więc my też ładujemy się do aut i rozjeżdżamy do domów.

Ale przed snem jeszcze szybkie przejrzenie twarzoksiążki i Instagrama. A nuż ktoś zasłużył na lajka…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s