„Wiem, że nie chcesz jeszcze spać…”

Lubię, gdy zapada zmrok. I to nie tylko dlatego, że mogę wtedy stanąć w oknie i słuchając muzyki lounge wyobrażać sobie, że oto jestem i mieszkam w Nowym Jorku.

Późny wieczór i noc lubię też z innego powodu: jest wtedy cicho i spokojnie, co zdecydowanie sprzyja… pracy. Tak, pracy. Podobnie jak wczesny ranek, gdy wszyscy i wszystko wokół jeszcze śpi.

Nocna poSZTUKOwanego praca

Ech, pamiętam, gdy pewnego razu – w sumie całkiem niedawno – po całym dniu usiadłem do pisania zleconych mi artykułów. Deadline zbliżał się z każdą minutą, a na mnie czekały jeszcze trzy niezwiązane ze sobą tematy. Zasiadłem więc przed ekranem i klawiaturą o godzinie 23:52. I pisałem, pisałem, pisałem, za oknem robiło się już widno, a ja pisałem, pisałem, pisałem… Do 4:22… I tylko co kilkadziesiąt minut chodziłem do kuchni, aby po raz kolejny zalać yerba mate. Może to właśnie ta południowo-amerykańska herbata to sprawiła, a może jednak świadomość, że deadline tuż, tuż, ale w końcu każdy z tych artykułów miał nie tylko po konieczne minimum trzy tysiące znaków, ale też i sens…

Tak, lubię pracować nocą…

Noc supportem poranka

Choć ostatnio jednak dość szybko „padam”. Więc noc nabrała dla mnie trochę innego celu (może to i lepiej, że właśnie takiego?) – pozwala przygotować się do kolejnego dnia: mija godzina 23-cia, a ja mam już naszykowane na rano ubrania, umyty kubek termiczny i zaparzacz (kawę biorę na drogę do pracy, bo ostatnimi czasy jakoś z samego rana czarnego trunku pić nie mogę…) oraz naszykowany podcast – także na drogę (do tej pory w drodze z domu do pracy i z pracy do domu słuchałem muzyki. Ale teraz przestawiam się na podcasty. Żeby dowiedzieć się czegoś praktycznego i mądrego, zamiast na okrągło słuchać tych samych kawałków. Ale to temat na osobny artykuł).

Dzięki temu rano – gdy wstanę o godzinie 5:30 – nie będę się już martwił prasowaniem ani brudnymi naczyniami. Zostanie tylko się ogarnąć, ubrać i zrobić śniadanie. No i co najważniejsze: będę mógł na spokojnie poświęcić minimum godzinę na pisanie artykułu. A ciekawych tematów w zanadrzu mam sporo… W tym jeden, który chcę uczynić moim sztandarowym.

Tik-tak, tik-tak

Hmm, powinienem już się kłaść spać (23:34 na zegarku, w międzyczasie jeszcze się bowiem umyłem), ale bardzo chcę dokończyć i opublikować ten artykuł. Bo wena – jak zwykle – przyszła w najmniej oczekiwanym momencie… Muszę nad nią popracować i ją ogarnąć, żeby przychodziła wtedy, kiedy to JA tego będę chciał. A wiem, że jest to możliwe…

Więc na koniec artykułu – i tym samym już na dobranoc – jeszcze utwór, który – choć różnie można go interpretować – zawsze kojarzy mi się z błogim zapadaniem w sen:

23:50…

Dobranoc. Kolorowych.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s