Wielka trójka ESKI, czyli dobrobyt w nadmiarze

Mississippi w dymie

Czas czytania: około 2 minuty

Nie od dzisiaj wiadomo, że jeżeli coś jest dobre, to należy to promować. A jeśli jest wybitne, to trzeba robić to ze zdwojoną siłą. Dotyczy to zarówno literatury, muzyki, filmu, jak i innych form sztuki. Chociaż oczywiście trzeba robić to z głową: uważać, aby nie stać się w tym promowaniu nachalnym. Bo przecież „co za dużo, to niezdrowo”.

Organek

Z całą pewnością do rzeczy, które zasługują na jak najszerszą promocję, należy utwór „Mississippi w ogniu” Tomasza Organka. Kawałek ten – pochodzący z jego najnowszej, drugiej w karierze, wydanej 4 listopada 2016, płyty „Czarna Madonna” – bije na głowę wszystko to, czym karmi nas (zwłaszcza ostatnio) świat polskiej muzyki.

Przepis na sukces? Poruszający, logiczny tekst utworu, świetna muzyka i ogrom emocji. Tak, tekst! Ten utwór posiada tekst w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Nie ma tutaj zbędnych wypełnień typu „la la la”, „na na na”, „łu hu hu” itp. (idiotycznie brzmią, prawda?), którymi raczą nas „artyści” nie bardzo już wiedzący, o czym mają śpiewać. U Organka wszystko jest przemyślane, sensowne i wnosi konkretną wartość.

ESKA

Lubicie słuchać muzyki w czasie pracy? Ja jak najbardziej. Koledzy i koleżanki z mojej pracy również podzielają to zdanie, więc włączenie radia jest jedną z pierwszych rzeczy, jakie robimy po wejściu do biura. Ostatnimi czasy o ukulturalnianie nas dba internetowe radio ESKA Rock. I to właśnie playlista tej stacji popchnęła mnie do napisania tego tekstu…

Ileż można?!

Lubicie miód? Albo czekoladę? Albo jabłka? Moglibyście jeść je kilogramami? Pewnie tak, ale raczej dość szybko by się wam przejadły i później nie moglibyście na nie nawet spojrzeć.

Podobnie rzecz ma się z muzyką. Nawet jeśli lubi się jakiś utwór, to jego częste słuchanie jest prostą drogą do znudzenia się nim lub nawet znienawidzenia go. Do tego ostatniego stanu jeszcze nie doszedłem (nie doszliśmy), chociaż pewnie niedługo to nastąpi.

Mianowicie: wspomniane internetowe radio dość często serwuje kilka konkretnych piosenek. Przez osiem godzin (czas naszej pracy) każdy z tych utworów – „Mississippi w ogniu” Organka, „Pielgrzym” T.Love’u i „Madryt” Kultu grany jest mniej więcej po trzy razy! (Nawet boję się pomyśleć, ile razy pojawiają się one w eterze w ciągu 24 godzin…).

Rozumiem, że są to nowe utwory, „Mississippi…” jest do tego wręcz świetne, ale czy to już nie przesada? Są przecież jeszcze inne kawałki, warte poświęcenia im tych kilku minut czasu antenowego. A tak – przynajmniej w naszych oczach – promocja staje się antypromocją. I o ile Organka słucha się bardzo dobrze, to T.Love i Kult zaczynają już naprawdę nudzić. „Łu-hu!” dźwięczy w uszach, a „romantyczne tło” męczy już wzrok.

Chyba czas zmienić stację…

***

Zauważyliście nowość w artykułach na poSZTUKOwanym? To podany na początku orientacyjny czas, jaki potrzebujecie na przeczytanie tekstu. Takie proste ułatwienie, które podpatrzyłem w artykułach na blogu Andrzeja Tucholskiego. A co, trzeba się uczyć od najlepszych!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s