3:2 dla radosnej twórczości

Radosna twórczość

„Chodzi o to, żeby strzelić jedną bramkę więcej od przeciwnika”, mawiał wybitny polski trener i działacz piłkarski, Pan Kazimierz Górski. Ale słowa te można odnieść do o wiele szerszego spektrum spraw, niż tylko gry, „w której dwudziestu dwóch mężczyzn biega za piłką, a na końcu i tak wygrywają Niemcy” (a to powiedział już Gary Lineker – angielski piłkarz).

Okazuje się, że można to doskonale przypisać do sztuki, a dokładniej: do radosnej twórczości naszego własnego autorstwa.

Gorzka prawda o (radosnej) twórczości

„Tak wiele wierszy ląduje w szaletach” śpiewa w utworze „Banalny” zespołu T.Love mój starszy kolega z liceum – Muniek Staszczyk. Zgodzicie się ze mną?

Ja w tej kwestii też nie mam czym zbytnio się pochwalić. Oficjalnie i bez bicia wręcz przyznaję się: sporo moich tekstów, wierszy i pomysłów – po zapisaniu, czasami już po wprowadzeniu poprawek, nierzadko po odleżeniu swojego czasu – wylądowało potarganych w koszu lub – jeśli były zapisane na dysku twardym – zostało skasowanych. Krótko mówiąc: ‚Wylądowały w szalecie’…

A teraz wy się przyznajcie: też tak macie? I nie chodzi mi tu o jakieś totalne bazgroły nakreślone podczas nudnej rozmowy telefonicznej, którą musieliście odbębnić. A które bez zastanowienia się i tak zabiera się w ostatnią podróż na śmietnik. Mam na myśli waszą własną twórczość: wyrzucacie? chomikujecie? pokazujecie tylko najbliższemu przyjacielowi lub najbliższej przyjaciółce?

A – kontynuując zadawanie (niełatwych) pytań – zastanawialiście się, dlaczego tak w ogóle się dzieje? Co powoduje, że nasze dzieła traktujemy z tak dużym niedocenianiem? Dlaczego nie chcemy podzielić się nimi z innymi? Dlaczego nie chcemy chociaż spróbować zrealizować pomysłów, które wcześniej nam się w głowie pojawiły?

Czyżby „kiepski przepis na ten świat”?

Tekst śródtytułu to oczywiście cytat z utworu „Dorosłe dzieci” zespołu Turbo. Ogromną rolę w naszym młodzieńczym oraz dorosłym życiu odgrywa wychowanie i odebrane wykształcenie. Może nie jeden raz od rodziców, nauczycieli lub innych osób słyszeliście teksty typu: „Nie wychylaj się”, „Nie wybiegaj przed szereg”, „A co pomyślą sobie inni?”. Na egzaminie dzieci i młodzież – jeśli chcą zdać – raczej muszą wstrzelić się w klucz odpowiedzi, niż pochwalić się swoją kreatywnością. I w ten sposób zabijane zostaje całe poczucie wyjątkowości i wiary we własne zdolności. Czyżbyśmy wszyscy mieli być po prostu tacy sami, mieć takie same myśli i robić tak samo? Coś rzeczywiście kiepski jest ten przepis…

A co powiecie o otoczeniu, wywieranej przez niego presji i naszej reakcji na jego wpływ? Boimy się (także pod wpływem wychowania), co sobie o nas ktoś pomyśli. Czyli po prostu czujemy wstyd. Sądzimy, że zostaniemy na przykład wyśmiani. „CO?! Ty wiersze piszesz?!”. „Nooo, fajny pomysł…, ale nierealny!”. Wolimy więc się nie wychylać i po prostu grzecznie, cichutko siedzieć sobie z boku, a sztukę zostawić artystom (w dzisiejszych czasach gatunkowi wymierającemu, ale to temat na osobny artykuł).

Na ten moment przegrywamy 0:2

Tak, powiedzmy sobie wprost: w tym momencie przegrywamy. My i nasza radosna twórczość nie mamy na koncie nic, a strach, obawy i presja zdobyły bramki już dwie.

Ale nie ma czym się smucić: „Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe” – to znów słowa Pana Kazimierza. Świat futbolu zna już niejeden taki przypadek, gdy – wydawałoby się – stracony dla jakiejś drużyny mecz, stał się ostatecznie jej wielkim triumfem i powodem do chwały. Przykłady? Proszę bardzo:

  • 1999 rok: Manchester United – Bayern Monachium. Długo, długo, długo na tablicy wyników widniał wynik 0:1. Ale dwie bramki zdobyte w ostatnich sekundach meczu sprawiły, że to „Czerwone Diabły” wyjechały ze stadionu Camp Nou z trofeum dla triumfatora Ligi Mistrzów.
  • 2005 rok: AC Milan – Liverpool FC. Do przerwy piłkarze z Mediolanu zdobyli trzy bramki (pierwszą już w 53 sekundzie). Futboliści z miasta Beatlesów okrągłe zero. A potem stała się rzecz niewiarygodna: w sześć minut Liverpool odrobił straty, by ostatecznie po rzutach karnych i tańcu Jerzego Dudka zdobyć najcenniejszy piłkarski puchar na Starym Kontynencie.

Dwa przykłady wystarczą.

No to panie trenerze, jakieś pomysły?

Ale nie zostawię tak problemu bez podania rozwiązania. Jakie ono jest? Bardzo proste. Oto kolejny piłkarski cytat: „Jeśli już jesteś w polu karnym i nie wiesz, co zrobić z piłką, to kopnij ją do siatki. A dopiero po meczu porozmawiamy i zastanowimy się nad innymi wariantami zakończenia tej akcji”. Takich słów używał Bob Paisley – znamienity trener zespołu Liverpool FC – wobec tych napastników, którzy w kilku kolejnych meczach nie potrafili zdobyć gola.

Przekładając na naszą sytuację? Nie potrafimy podzielić się naszą twórczością, no to… się nią podzielmy!

Macie jakieś teksty, wiersze, opowiadania lub pomysły wszelkiego rodzaju schowane w czeluściach szuflady? Zróbcie sobie filiżankę herbaty lub kubek kawy, wyjmijcie notatki – niech znowu ujrzą światło dzienne, w spokoju je przejrzyjcie i wprowadźcie ewentualne poprawki. I podzielcie się tym z innymi! Pójdźcie do znajomego lub przyjaciela – może któryś akurat zajmuje się właśnie pisaniem książek. Niech przeczyta, wyda opinię, coś podpowie, naprowadzi. Macie pomysł na biznes? Na zorganizowanie tematycznej imprezy? Na aplikację na smartfona? Niemożliwe, żeby w waszym otoczeniu nie znalazła się chociaż jedna osoba, z którą nie moglibyście na ten temat porozmawiać: kolega prowadzący własną firmę, zapalony tancerz, informatyk.

I przypomnijcie sobie, w jakich czasach żyjemy. Mamy XXI wiek! Nie musimy iść do wydawnictwa i liczyć na znalezienie uznania, by nasze wypocinki zostały wydrukowane. Praktycznie każdy z nas ma pod ręką Internet (np. w smartfonie w kieszeni). To potężne narzędzie. Służy ono nie tylko do oglądania śmiesznych zdjęć kotów. Znacie genialną stronę/narzędzie/platformę (zwał jak zwał) GitBook? Załóżcie tam sobie konto i piszcie. Wrzucajcie swoje teksty. Są one chronione odpowiednimi prawami, więc nikt wam ich nie zakosi. A zawsze można zebrać całkiem niezły feedback. Zobaczcie, co jest z waszymi tekstami w porządku, a co trzeba poprawić.

Wykorzystajcie Facebooka i inne kanały tego typu

Każdego tygodnia – na swoim fanpage’u – do dzielenia się własną twórczością zachęca Andrzej Tucholski (wg Rankingu Jasona Hunta zaliczany do grona najbardziej wpływowych blogerów w Polsce). W ramach „Niedzieli Dzielenia” każdy może podzielić się tym, co w ciągu minionego tygodnia napisał, namalował, zaprogramował, upiekł, stworzył, zrobił itp. I oczywiście sprawdzić, co zrobili inni. Na tym to przecież polega: odrzućmy egoizm – współpracujmy.

Nic nie stoi na przeszkodzie, byście i w komentarzach do tego artykułu podzielili się swoimi dokonaniami. Pozostawcie link prowadzący do waszego artykułu, bloga, komiksu… Wpiszcie tu swój wiersz… Działajcie.

Remis? Już lepiej, ale nie jest on jeszcze zwycięski

W piłce nożnej (i innych sportach zresztą też) funkcjonuje pojęcie „zwycięskiego remisu”. W skrócie: gdy rozgrywki polegają na tym, że drużyna lepsza w dwumeczu przechodzi do kolejnej rundy, a gorsza odpada, to jeśli np. w pierwszym starciu wygrywa zespół X, to w drugim wystarczy mu zremisować, a i tak to on awansuje. Właśnie to nazywa się zwycięskim remisem.

Ale nas on nie zadowala…

Ostatnie sekundy boju – możemy jeszcze wygrać

Oto na boisku pojawia się nowy zawodnik. Wypoczęty, ma mnóstwo sił, jest głodny gry i pełen woli walki. Oto z numerem 10 – Kabanos!

Jeśli śledzicie mojego bloga, to już parę razy natknęliście się na tego gracza. Chociażby w artykule Laszuraburej i laszuraba oraz poSZTUKOwany się najadł…

Zespół Kabanos znany jest nie tylko z tego, że konsekwentnie podąża własną ścieżką. Na ostatniej swojej płycie – „Balonowy Album” – zawarł utwór, który jasno mówi o ich sposobie podejścia do tworzenia. Też chciałbym taki mieć. I was zachęcam do takiego samego.

Oto kilka cytatów (autorstwa Zenka Kupatasy), które zasługują na wyróżnienie:

Uwielbiam tę piosenkę i mam gdzieś
Jakie są trendy teraz, co ja muszę? Nic nie muszę

Powiedz mi mistrzu, widzę, że znasz się
Co ludzie łykną, czego pragną, o czym myślą
A ja Ci powiem, najważniejsze jest
Śpiewać to co się chce, szczerze co się chce

Nie ma zdania, gdzie wszyscy zgadzają się
Jeszcze się nie narodził, co by każdemu dogodził
Jeśli masz pomysł, to się za niego bierz
Odwagi dać każdemu, by się nie bał robić po swojemu

No i refren:

Moja piosenka
Nie musi się podobać
Nie musi opowiadać
Nie musi się sprzedawać
Nasza piosenka
Nie musi mieć trzech minut
Nie muszą grać jej w radiu
Nie musi mieć sensu

HEJ!!! To do WAS należy wasza radosna twórczość! To WY jesteście jej autorami!

Kto wygrał mecz?

Z ogromną radością chcę was poinformować, że właśnie wygraliśmy mecz! Jest 3:2!

Szampany i aplauz!

Co prawda już na samym początku otrzymaliśmy dwa poważne ciosy (wychowanie w duchu nie wychylania się oraz często miażdżącej presji otoczenia), ale sami wyprowadziliśmy trzy zabójcze akcje: poprosiliśmy o pomoc kogoś z doświadczeniem w danej dziedzinie, publicznie podzieliliśmy się twórczością oraz zrozumieliśmy, iż najważniejsze i tak jest to, że tworzymy to, co nam się podoba. A że dzieło jest nasze, to (mimo tego, że warto słuchać konstruktywnej krytyki) ostatecznie i tak do nas należy decydujące słowo.

Bo w sztuce piękne jest to, że każdy może robić ją po swojemu…

Nawet jeśli nasza książka, wiersz lub tekst okażą się słabe, nasza rzeźba się rozpadnie, aplikacja na smartfona nam go zawiesi, krótko mówiąc: pomysł nie wypali… To trzeba pamiętać o jednej sprawie – nie od razu nauczyliśmy się jeździć na rowerze. Wyciągnijmy wnioski i weźmy się za następne pomysły i ich realizację. Jak powiedział inny z trenerów zespołu Liverpool FC, Gerard Houllier: „Gdy spadniesz z roweru, a wciąż chcesz się nauczyć jeździć, wsiądź na niego natychmiast”.

***

Tyle w tym artykule cytatów, że na koniec dołożę jeszcze jeden. Już taki od czapy, nie w temacie sztuki, choć także piłkarski, autorstwa Emlyna Hughesa. Zażartował on kiedyś: „Liverpool is magic, Everton is tragic”.

Pozdrowienia dla kibiców „The Toffees”…

***

I jeszcze serdeczne pozdrowienia dla Pana Waldemara, mojego wychowawcy i nauczyciela informatyki w szkole średniej, który często (chociażby w stosunku do naszych sprawdzianów) używał tego właśnie określenia – „radosna twórczość”. Dziękuję za inspirację.

Reklamy