Zaproszenie na rejs pod czarną banderą

Cierpicie na chorobę morską, a podróż tramwajem wodnym z Gdańska na Hel przebiega wam z głową wystawioną daleko poza barierkę? Nie umiecie pływać lub jedyny opanowany przez was styl to warszawski? Nieważne: ten rejs, zaplanowany na najbliższą niedzielę (14 lutego), jest odpowiedni dla każdego.

Łajba

Na swój pokład nie zabierze was jednak ani „Parostatek” Krzysia Krawczyka, ani „Żółta łódź podwodna” czterech żuczków z Liverpoolu. Popłyniecie zaś statkiem „Piła tango” – w towarzystwie doborowej załogi złożonej z członków zespołu Strachy na Lachy, dowodzonej przez kapitana Grabaża, czyli Krzysztofa Grabowskiego.

Powód rejsu

Niedawno, bo siódmego listopada, „Pile tango” – drugiemu studyjnemu albumowi tego zespołu – stuknęło równe dziesięć lat. Z tej okazji Strachy otrzymały zaproszenie, by czternastego lutego, czyli w najbliższą niedzielę, w Muzycznym Studiu Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej przy ul. Myśliwieckiej 3/5/7 w Warszawie, odbyć muzyczny rejs pod czarną banderą.

Program podróży

Strachy na Lachy zagrają całą płytę „Piła tango”, czyli następujące utwory:

  1. „Strachy na Lachy”
  2. „Dzień dobry, kocham Cię”
  3. „Jedna taka szansa na 100”
  4. „Moralne salto”
  5. „Niecodzienny szczon”
  6. „Co się stało z Magdą K.?”
  7. „Piła tango”
  8. „Czarny chleb i czarna kawa”
  9. „List do Che”
  10. „Zimne dziady listopady”
  11. „Na pogrzeb króla”

Czy będzie coś jeszcze? To się okaże…

Podsumowując:

14 lutego – najbliższa niedziela, godzina 20:05, Program Trzeci Polskiego Radia (w Częstochowie to 91,7 MHz): Strachy na Lachy grają „Piłę tango”.

Włączycie radioodbiorniki?

***

Autorem zdjęcia tytułowego jest Sławomir Nakoneczny.

***

Częstotliwości „Trójki” dostępne pod tym linkiem.

Reklamy

Grudniowy blues o Bukareszcie

Data opublikowania tego artykułu – 22 grudnia – nie jest przypadkowa. Wspomnieniami do tego właśnie dnia wraca bohater jednego z utworów zespołu Pidżama Porno. Kawałek ten pochodzi z wydanego w 1999 roku albumu „Ulice jak stygmaty – absolutne rarytasy”, a nosi tytuł „Grudniowy blues o Bukareszcie”.

Trochę historii

Rumunia, rok 1989. W dniach od 16 do 27 grudnia miała tam miejsce rewolucja, w wyniku której obalono komunistyczny reżim dyktatora Nicolae Ceaușescu. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat tego przewrotu (wydarzenia do niego prowadzące, wybuch, przebieg, skutki), przeczytajcie o nim stosowny artykuł na Wikipedii.

Na poSZTUKOwanym bowiem tylko w skrócie – w sam raz na potrzeby tego tekstu:

Rumuni, mający już dość biedy, terroru i propagandy, wychodzą na ulice. Dochodzi do starć z siłami popierającymi dyktatora. Leje się krew, są ranni i zabici. Kraj pogrąża się w chaosie. Rumunia okazuje się jedynym krajem bloku wschodniego, w którym komunizm upada po krwawej rewolucji.

21 i 22 grudnia dochodzi do walk także w Bukareszcie – stolicy Rumunii. Swoją siedzibę opuszcza Nicolae Ceaușescu. Wkrótce potem zostaje aresztowany i – 25 grudnia, po błyskawicznym procesie – razem z żoną stracony.

I o tych właśnie wydarzeniach, dziejących się w Bukareszcie, dowiaduje się bohater tytułowego utworu.

A jakie przemyślenia związane z „Grudniowym bluesem…” przychodzą do mojej głowy?

Przemyślenie #1

Moim ulubionym fragmentem utworu jest moment, w którym Grabaż śpiewa:

Kończył się dziewięćdziesiąty rok
Piłem piwo ze ślepym szewcem
Silną dłonią złapał za mój kark
I poprosił bym zaśpiewał jeszcze
Grudniowy blues o pewnym mieście
Grudniowy blues o pewnym mieście

Dlaczego właśnie ten fragment?

Czuję w nim wiele silnych emocji: z jednej strony cierpienie szewca, ale z drugiej też radość i chęć przypomnienia sobie po raz kolejny wydarzeń, które – mimo przelanej krwi – wlały nadzieję w zbolałe serce. A ja bardzo lubię wyraziste, pełne emocji i zaangażowania utwory. O czym zresztą mogliście się już przekonać czytając moje wcześniejsze artykuły (np. ten związany z chińską demokracją lub ten o Lanie Del Rey).

Przemyślenie #2

Wystarczyło raz czy dwa wysłuchać tego utworu oraz przeczytać wspomniany już artykuł na Wikipedii i o tych historycznych wydarzeniach wiem więcej, niż z lekcji historii w szkole.

Dlaczego by właśnie w taki sposób nie przekazywać wiedzy dzieciom i młodzieży?

Pamiętam jak w szkole podstawowej, gimnazjum i liceum na początku roku szkolnego zawsze (pół żartem, pół serio) pytaliśmy panie nauczycielki od niemieckiego, czy na lekcjach będziemy słuchać utworów zespołu Rammstein.

Niestety, nie słuchaliśmy… A szkoda, bo może by to wcale nie było takie głupie. Pani nauczycielka wybrałaby stosowne kawałki, słuchalibyśmy ich, poznawali tekst, sami go tłumaczyli… Nie nauczylibyśmy się szybciej szprechać?

A gdyby tak na lekcji historii prezentować utwory dotyczące jakichś dziejowych momentów? Nie tylko „Grudniowy blues o Bukareszcie”. Większość kawałków zespołu Sabaton dotyczy konkretnych wydarzeń. Polska grupa muzyczna Armia napisała „Jeszcze raz, jeszcze dziś” na 600-lecie bitwy pod Grunwaldem. To tak na szybko co mi przyszło do głowy. Gdyby poświęcić parę chwil więcej, na pewno znalazłoby się jeszcze całe mnóstwo takich piosenek, poruszających nie tylko militarną stronę historii.

Bo skoro dzieci i młodzież mają się uczyć o przeszłych latach, to dlaczego im tego nie ułatwić, nie przedstawić w sposób dla nich przystępniejszy, prostszy do zapamiętania?

Chociaż żeby wprowadzić w szkołach takie nauczanie, potrzebny byłby albo odważny nauczyciel, albo jakaś rewolucja…

***

Zdjęcie tytułowe pochodzi z wymienionego w tekście powyżej artykułu dotyczącego rewolucji w Rumunii.

***

Ale 22 grudnia to nie tylko rocznica wydarzeń opisanych w utworze zespołu Pidżama Porno. Dokładnie 14 lat temu zmarł bowiem Grzegorz Ciechowski – „poeta, dopiero potem muzyk”. Chcecie poczytać także o nim? Zapoznajcie się z artykułem znajdujący się pod tym linkiem: 14 lat.

Pidżama, Pidżama

Pidżama Porno

17 października o godzinie 20:00 pojawiłem się (razem z żoną i znajomymi) w łódzkim klubie „Wytwórnia”. Okazja wyśmienita, gdyż w ramach swojej jesiennej trasy koncertowej wystąpiła tam legenda polskiej muzyki (punk)rockowej – zespół Pidżama Porno.

Próbowałem dokumentować to wydarzenie – żeby były zdjęcia (lub chociaż jakieś jedno): do niniejszego artykułu, „na fejsika” i na Instagrama… No ale w warunkach koncertowo-bojowych, tzn. przy ogólnie niewielkim oświetleniu, a za to mocno oświetlonej scenie i reflektorach przeczesujących widownię oraz konieczności zoomowania (nie stałem blisko muzyków), nawet 8 megapikseli okazało się niewystarczające. Chyba że po prostu nie umiem robić zdjęć… Jakby nie było, musi wam wystarczyć moja relacja słowna i setlista, którą na bieżąco skrupulatnie notowałem. A jeśli już tak bardzo chcecie tych zdjęć, to poszukajcie ich sobie w internetach sami. Mnie się nie chce szukać…

Setlista (kursywą w nawiasach podaję nazwy albumów, z których pochodzi dany utwór):

  1. Nocny gość (Marchef w butonierce)
  2. Ach co za dzień (Futurista)
  3. Kocięta i szczenięta (Futurista)
  4. Taksówki w poprzek czasu (Marchef w butonierce)
  5. Grudniowy blues o Bukareszcie (Ulice jak stygmaty – absolutne rarytasy)
  6. 28 (One love) (Złodzieje zapalniczek)
  7. Goszka (Styropian)
  8. Dłoń, która podpisała papier (Ulice jak stygmaty – absolutne rarytasy)
  9. Idą brunatni (Marchef w butonierce)
  10. Kotów kat ma oczy zielone (Bułgarskie centrum)
  11. Do nieba wzięci (Styropian)
  12. Marchef w butonierce (Marchef w butonierce)
  13. Film o końcu świata (Futurista)
  14. Chłopcy idą na wojnę (Marchef w butonierce)
  15. Ulice jak stygmaty (Futurista)
  16. Bułgarskie centrum (Bułgarskie centrum)
  17. Wirtualni chłopcy (Bułgarskie centrum)
  18. Ezoteryczny Poznań (Złodzieje zapalniczek)

Bisy:

  1. Noc jak noc (Marchef w butonierce)
  2. Brudna forsa (Marchef w butonierce)
  3. Twoja generacja (Marchef w butonierce)

Drugie bisy:

  1. Droga na Brześć (Bułgarskie centrum)
  2. Pasażer (Ulice jak stygmaty)

Wrażenia i przemyślenia

Pidżama, jak to Pidżama. Nudno, smutno, bez polotu.

Żartuję oczywiście („ha! ha! ha! Cudowny żart, boki zrywać!”).

Wyłapując (już po koncercie) głosy z tłumu w przeważającej części słyszałem, że koncert był świetny. I do tej opinii się podłączam – mnie również bardzo się on podobał. Chociaż – szczerze powiedziawszy – był to mój pierwszy koncert Pidżamy w życiu. Nie mam więc możliwości porównać go z żadnym innym. (Mieliśmy już z żoną kupione bilety na koncert w Katowicach w marcu 2015. Jednakże dopadła nas choroba i w ostatniej chwili musieliśmy je odsprzedać. A znajomi nie zachorowali i pojechali…).

Jakie jeszcze komentarze dotarły do mnie z tłumu? Komuś nie podobała się aranżacja jednego z utworów (przeglądam setlistę z góry na dół, z dołu do góry i na wyrywki, ale za nic w świecie nie mogę skojarzyć, o który to kawałek chodzi). Ktoś inny jeszcze stwierdził, że Grabaż nie nadąża za melodią i po prostu nie ma już siły śpiewać. W sumie trochę w tym racji jest: Grabaż ma już przecież 50 lat, a od ponad trzydziestu występuje na scenie (oczywiście nie non stop. Robi sobie przerwy na posiłki i codzienne życie). Nie ma się co dziwić, że część sił już go opuściła i po prostu nie jest już w stanie ani śpiewać, ani skakać po scenie z wigorem godnym dwudziestolatka.

Nevermind. Najważniejsze, że – podkreślę to jeszcze raz – mnie się bardzo podobało. Tym bardziej, że zagrali też kawałki, na które najbardziej liczyłem: „Wirtualni chłopcy”, „Kocięta i szczenięta” oraz „Twoja generacja”. Gdyby zagrali jeszcze utwory „Outsider”, „Egzystencjalny paw” oraz „Tom Petty spotyka Debbie Harry”, byłoby już idealnie… No ale z drugiej strony nie można mieć przecież wszystkiego.

Miejscówka

I jeszcze słówko o klubie „Wytwórnia”. Mnóstwo miejsca, dzięki czemu nawet te tłumy – jak to na Pidżamie – spokojnie się pomieściły. Także powietrze było praktycznie cały czas świeżutkie (na pochwałę zasługuje tu dobra wentylacja, zakaz palenia oraz to, że nie staliśmy pod samą sceną, gdzie często tańczono pogo i uprawiano crowd surfing). Dopiero pod sam koniec do nosów na chwilę dobiegła mało przyjemna woń wydzielana przez spoconego fana przeciskającego się przez tłum…

Ostateczny wniosek

Ech, pojechałbym na Pidżamę ponownie… W sumie nic straconego: łódzki koncert był dopiero piątym podczas tej trasy koncertowej. W kolejce jest jeszcze jedenaście. Hmm, może się gdzieś znowu wybiorę…

Z przewagą na „może”, bo musi mi jeszcze zostać gotówka na bilet na koncert Kabanosa 28 listopada w częstochowskim TfP. Ale o tym już może innym razem.

***

W skrócie o zespole: Pidżama Porno powstała w grudniu 1987 roku z inicjatywy ówczesnych studentów poznańskiego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza – Krzysztofa Grabowskiego i Andrzeja Kozakiewicza. W ciągu swojej bogatej, prawie trzydziestoletniej działalności nagrali:

  • siedem albumów studyjnych: „Ulice jak stygmaty” (1989), „Futurista” (1990), „Złodzieje zapalniczek” (1997), „Styropian” (1998), „Ulice jak stygmaty – absolutne rarytasy” (1999), „Marchef w butonierce” (2001), „Bułgarskie Centrum” (2004);
  • jeden minialbum: „Zamiast burzy” (1994);
  • dwa albumy koncertowe: „Koncertówka part 1” (2002), „Koncertówka 2. Drugi szczyt” (2003);
  • trzy DVD: „Finalista” (2007), „Dwadzieścia” (2008), „Breżniew… ujrzałem śmierć na scenie” (2012).

Obecny skład zespołu to Krzysztof „Grabaż” Grabowski, Andrzej „Kozak” Kozakiewicz oraz Rafał „Kuzyn” Piotrowiak. W czasie koncertów wspierają ich Longin Bartkowiak oraz Mariusz Nalepa.

***

Autorem zdjęcia tytułowego jest Sławomir Nakoneczny.