Tych 8 dni sierpnia…

Rok ma 12 miesięcy. Ale na moje szczególne uznanie zasługują tylko dwa: maj i sierpień. Wybacz, styczniu, luty, aktualnie trwający wrześniu i wy pozostali.

Maj, bo dni są coraz dłuższe i cieplejsze. Bo wzbudza takie odczucia, jak te opisane w utworze „Ballada majowa” zespołu Stare Dobre Małżeństwo.

A sierpień, na którym w tym artykule chcę się skupić? Koniec żadnego z miesięcy nie wywołuje we mnie tylu emocji, co ostatnie dni tegoż…

W tym momencie przychodzą mi do głowy dwa tego powody. Oto one:

Sierpniowe komety

Nie chodzi mi tylko o perseidy, które regularnie każdego roku pojawiają się na nocnym sierpniowym niebie. Mam na myśli ten niezwykły utwór, którego każde przesłuchanie wywołuje we mnie ten specyficzny rodzaj dreszczy:

Ech:

Spotkajmy się pod koniec sierpnia
Mam Ci tyle do powiedzenia
Prawie wcale Cię nie znam
To nie powinno mieć znaczenia

Koniec sierpnia to dla mnie jego ostatnich osiem dni: począwszy od 24-ego, na 31-szym kończąc. W czasie słuchania tego utworu Komet (drugiego wcielenia zespołu Partia) w tych właśnie konkretnych dniach, ogarnia mnie niesamowita nostalgia. Czuję, że ten kawałek symbolicznie kończy lato i wakacje. Zapowiada koniec niedługich już, lecz ciągle jeszcze ciepłych dni. Zwiastuje początek chłodnej, deszczowej jesieni.

I kojarzy mi się z jakąś tajemniczą dziewczyną, której – tak jak w utworze – ‚prawie wcale nie znam’…

Resztę odczuć zostawiam już dla siebie.

Jedno wyraźne wspomnienie

I – jak wspominam na początku artykułu – jest jeszcze drugi powód, dla którego sierpień traktuję tak wyjątkowo. Wyraziłem go słowami już parę lat temu. Tutaj przytaczam je wszystkie, nic w nich nie zmieniam. Pozwalam sobie tylko wprowadzić akapity, by łatwiej się czytało.

Nisko na niebie płonęły czerwienią ostatnie okruchy słońca. Zachód… Żółty, pomarańczowy, czerwony. Kontrast z ciemno-niebieskim już niebem…

Obstawiam, że było już po godzinie dwudziestej pierwszej. Która dokłanie? Nie wiem. Nie miałem wtedy zegarka. Albo wcale, albo akurat na ręce. I przecież ponoć szczęśliwi czasu nie liczą…

Zresztą, Boże!, jakie znaczenie ma świat, gdy ma się za sobą dopiero kilka lat!!! Nie wie się, czym są wojny. Czym gospodarka. Czym huragany i trzęsienia ziemi. Brzuszek jest pełny. Grzbiet ubrany. Czego więcej chcieć…

Jestem na podwórku. Lecz nie sam. Są tam chyba jeszcze dwie osoby. Jedną z nich jest najprawdopodobniej tata. Drugą dziadek? Nie, chyba nie… To już nie wiem…

Jestem na rowerze. Siedzę na siodełku, stopy stoją na ziemi. Nie jadę. Stoję. Patrzę. Na zachód. Rozmawiamy. Mając kilka lat nie tylko wojny nie mają znaczenia. Znaczenia nie ma też to, że rower jest różowy, jest to „damka” i ma bagażnik z tyłu. Za parę lat byłoby to dla większego już dzieciaka sporą traumą wyjechać takim rowerem pośród inne dzieci. Ale teraz… Jakie to ma znaczenie…

Ubrany jestem w białą podkoszulkę bez rękawów i krótkie spodenki. Nic dziwnego, jest przecież lato. Robi się jednak chłodniej. Przecież wieczór już… I to już koniec sierpnia… Nie martwię się zbliżającą szkołą. Jeszcze do niej nie chodzę.

W sumie nic więcej już nie pamiętam…

Reklamy

Wybory w roku 2015

Wybory do sejmu i senatu już za kilkadziesiąt godzin. Nic więc dziwnego, że uśmiechniętych twarzy i pełnych obietnic haseł spoglądających z plakatów rozwieszonych na słupach, znakach, latarniach, płotach, billboardach i na czym tylko się da, przybywa jak grzybów po deszczu. Albo korzystając z terminologii matematycznej (o której już zapomniałem, a którą przypomniał mi H. P. Lovecraft w jednym ze swoich opowiadań): ich ilość „potęguje się raczej w postępie geometrycznym niż arytmetycznym”.

Jednakże na którą partię i kandydata/kandydatkę pójdziecie głosować oraz czy w ogóle wybierzecie się do lokali wyborczych, to już wasza sprawa. Ja tymczasem ze swojej strony chcę w tym artykule przedstawić wam partię, na którą od dawna z powodzeniem stawiam i która jeszcze mnie nie zawiodła. „Jest taka?” – zapytacie? Ano jest.

Partia, którą mam na myśli, powstała w Warszawie w 1995 roku. Założyli ją Lesław Strybel oraz Arkus. Nazwali ją natomiast po prostu… Partia.

Zdziwieni? Nie znacie takiej? No to wyjaśniam: artykuł ten dotyczy zespołu muzycznego o takiej właśnie nazwie – „Partia”. O polityce pisać bowiem ani dzisiaj, ani jutro, ani w przyszłości nie będę – do tego tematu jest mi naprawdę daleko. Ale ponieważ całkiem dobrze używa mi się tego politycznego słownictwa, korzystając z niego chcę poprowadzić cały ten artykuł.

Nazwa

Jak nazywa się zespół Partia? „Yyy, Partia?” Brawo! Jak zdołałem ustalić, o dziwo nie ma ona jednak zbyt wiele wspólnego z polityką. Lesław przyznaje bowiem, że ta – podobnie jak piłka nożna – po prostu go nie interesuje.

Początki

Lata ’90 w muzyce? Zdominowane przez pop, muzykę elektroniczną i hip-hop. Jak w jednym z wywiadów przyznał Lesław: „falami eteru rządziły Varius Manx i Wilki, a alternatywna młodzież gustowała w przeideologizowanym punk rocku oraz reggae”. W takim właśnie czasie na warszawskim Żoliborzu pojawili się Lesław i Arkus – poszukujący pomysłu na życie fascynaci muzyki, przyjaciele od najmłodszych lat, a od siódmego roku życia także bracia krwi (żyły podcięli sobie cyrklem…).

Orientacja polityczna, tzn. muzyczna

Jakiego rodzaju muzykę zaprezentowała światu Partia? Ciężką do określenia jednym słowem mieszankę rock’n’rolla – przede wszystkim jego pierwotnej wersji, czyli rockabilly – rocka i punku.

Program

O czym śpiewa zespół z Żoliborza? W ich utworach przewija się nie tylko wątek warszawski („Warszawa i ja”, „Światła miasta”, „Żoliborz – Mokotów”). Pisząc teksty, Lesław często sięga po tematy, których inni unikają lub które ignorują, np. niedookreśloną osobowość. Kreuje też postaci życiowych outsiderów, samotnych i nierozumianych przez otaczających ich ludzi („Adam West”).

Dokonania

Generalnie rzecz biorąc, dorobek Partii obejmuje cztery albumy studyjne:

  • Partia
    – z 1998 roku, zawierający 12 utworów (w tym najbardziej znany: „Warszawa i ja”);
  • Dziewczyny kontra chłopcy
    – z roku 1999, 11 utworów (w tym „Kieszonkowiec Darek”, „Chciałbym umrzeć jak James Dean”, „Adam West”);
  • Żoliborz – Mokotów
    – z roku 2001, 10 utworów (genialne „Światła miasta”);
  • Szminka i krew
    – z roku 2002, 14 utworów (w tym dwa nowe rewelacyjne: „Powietrze” i „Nieprzytomna z bólu”. Resztę stanowią covery i nagrania koncertowe).

Natomiast biorąc rzecz mniej generalnie, na konto Partii należy zaliczyć sześć albumów. O piątym przeczytacie w podpunkcie Zwolennicy. Szóstym jest natomiast album zatytułowany „Umrzeć jak James Dean (The Best Of)”, w wersji na płycie CD zawierającym 16 utworów.

Koniec

W 2002 roku Lesław oraz Arkus po raz pierwszy wystąpili ze swoim nowym projektem noszącym nazwę „Komety”. Miało to miejsce w filmie „Głośniej od bomb” wyreżyserowanym przez Przemysława Wojcieszka. Rok później, czyli gdy w kalendarzach dominujące miejsce zajmował już napis „2003”, Partia została oficjalnie rozwiązana. I jak w innym wywiadzie stwierdził sam Lesław, zespół ten już nigdy nie będzie reaktywowany (chociaż skład Komet co do nogi pokrywa się z ostatnim składem Partii…). Jak przyznał lider, w ten sposób legenda będzie ciągle żywa. Podsumował to też z uśmiechem, mówiąc: „Atrakcyjność Partii polega na tym, że ten zespół już nigdy nie zagra”.

Zwolennicy

Za „życia” zespół nie cieszył się jakąś ogromną popularnością (warto wspomnieć, że na początku mieli ogromne problemy ze znalezieniem wydawcy: „granie na gitarach jest niemodne, bo młodzież słucha hip-hopu i techno”). Rzecz zmieniła się natomiast już po jego rozwiązaniu. O silnym wpływie, jaki wciąż wywiera na fanów i cały muzyczny świat, niech świadczy fakt, że w 2005 roku (czyli dwa lata po zakończeniu działalności) nagrana została płyta „Tribute to Partia”.

Zawiera ona 24 utwory zespołu wykonane przez innych artystów, m.in. Pustki („Powietrze”), happysad („Oskar Hell”), Muchy („Nieprzytomna z bólu”) oraz The Analogs („Światła miasta”).

Prezentacja

Jako wyborcy wolicie bardziej czyny niż słowa? Poniżej prezentuję więc listę moich ulubionych piosenek Partii wraz z linkami odsyłającymi do serwisu YouTube. Przesłuchajcie, pokontemplujcie, w sercach i umysłach oceńcie. Jeśli się spodobają (lub nie), dajcie o tym znać w komentarzach. Przekonajcie się, że na tę Partię warto stawiać, bo nigdy nie zawiedzie (tak przynajmniej jest w moim przypadku).

(Uwaga: wklejam linki zamiast filmów, żeby nie obciążać waszych łączy internetowych. Bo może ktoś z was czyta ten artykuł na smartfonie lub tablecie, jadąc akurat autobusem albo korzystając z wolnej chwili w pracy. Po co więc zabierać cenny transfer na ładowanie wideo? Zniechęcicie się i później nie będziecie chcieli czytać moich kolejnych artykułów).

Moje ulubione kawałki Partii:

***

Większość tego artykułu powstała w czasie mojej wędrówki po mieście. Jak tym razem (o poprzednim piszę tutaj) poradziłem sobie z oporną aplikacją? Zamiast w edytorze WordPressa, pisałem w Notatkach. Potem tylko to skopiowałem. Ha! Geniusz!

***

W artykule tym powołuję się na dwa wywiady. Pierwszy z nich znajdziecie pod tym adresem, a drugi tutaj.