Jaki tu spokój, na na na na….

Cisza w lesie...

Zawarty w tytule cytat z piosenki zespołu Stauros to jedyne słowa, jakie przychodzą mi do głowy, gdy wchodzę na mojego bloga. Poprzedni artykuł pojawił się bowiem niemal dwa miesiące temu!!!

Wstyd… Wstyd… Wstyd…

Trochę weny dopadło mnie dzisiaj: odkurzyłem podłogi, zmieniłem delegację domeny znajomego na nowy serwer, pogrzebałem trochę przy stronie drugiego, teraz skrobię kilka zdań.

Może winne temu wszystkiemu jest to, że nie piszę tak jak Stephen King, czyli codziennie? Może za mało czytam? Może za szybko się zniechęcam, gdy w trakcie pisania zaczyna mi brakować słów lub pomysłów na kolejne linijki?

Muszę po raz kolejny przeczytać książkę mistrza literatury grozy, z którą zapoznałem się w czasie wakacyjnego plażowania: „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika”. To podstawowa pozycja dla każdego, kto chce pisać i tworzyć w ogóle. Po raz kolejny przeczytać, tym razem zrobić notatki i napisać o tym artykuł. Taki, który zachęci was do zapoznania się z tym pamiętniko-poradnikiem oraz pomoże mi ugruntować zdobytą wiedzę.

Tymczasem…

… jest czego żałować

Minęły niemal dwa miesiące i obok przemknęło tyle tematów, w których śmiało mógłbym się wypowiedzieć… Jakie na przykład? M.in. 25 rocznica wydania albumu „Nevermind” przez Nirvanę, wydanie albumu przez Comę, koncert Kabanosa w częstochowskim TfP, koncert legendarnej grupy The Cure w łódzkiej Atlas Arenie… Chociaż może nic straconego i o Comie oraz Kjurach jeszcze artykuły powstaną. Wszak ich zaczątki już są i biedne oraz prawie zapomniane kurzą się w odmętach szkiców w moim wordpressowskim kokpicie.

Nikt się nie bawi?

Na zakończenie tych mało uporządkowanych wywodów jeszcze jeden kawałek, który ostatnio chodzi po mojej głowie (a o którym artykuł raczej nie powstanie. A może jednak?). Przed wami lekka, przyjemna i humorystyczna „Lola” autorstwa brytyjskiego zespołu The Kinks z roku 1970:

I niech kawałek ten zwiastuje nową jakość na poSZTUKOwanym. Wszak właśnie dzięki niemu – jak podaje Wikipedia – „zespół [The Kinks, przyp. autora], po chwilowym załamaniu popularności, odzyskał rynek brytyjski i amerykański”.

Dobranoc.

Reklamy

Czy zachowałbym się tak jak Kurt?

Kurt Donald Cobain. Kojarzycie? Mogę się założyć, że 99,9% z was chociaż raz w życiu o nim słyszało. W sumie ciężko byłoby go nie znać, przecież jest to jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci w historii muzyki. Założyciel, lider, wokalista, gitarzysta, kompozytor i autor tekstów grunge’owego zespołu Nirvana.

To także człowiek, którego śmierć do dziś – choć minęły od niej już prawie 22 lata – wciąż budzi mnóstwo kontrowersji. Jako oficjalny powód zgonu podaje się samobójstwo. Jednakże według wielu teorii (oraz popierających je dowodów), było to morderstwo. Niektórzy jako zleceniodawcę lub nawet wykonawcę wymieniają żonę Kurta, Courtney Love. Chociaż znajdzie się też sporo osób gorąco wierzących w to, że śmierć ich idola jest tylko mistyfikacją. Według niektórych Kurt żyje sobie dalej i jako właściciel coffee shopu w Amsterdamie sprzedaje narkotyki…

Teorie spiskowe pozostawiam jednak innym: ten artykuł dotyczy bowiem czegoś zgoła innego.

Przedstawienie sytuacji

Zobaczcie ten film nagrany podczas koncertu Nirvany:

Jakość jest fatalna, wiele nie widać. Ale w zrozumieniu tego, o co chodzi, pomaga nam opis zamieszczony w serwisie YouTube pod filmem:

Nirvana were playing „Jesus doesn’t want me for a sunbeam”. Kurt suddenly stopped and went with harsh to a man harassing a woman and made him out of the place. At the same time Krist Novoselic and Pat Smear made fun of him.

Po naszemu i w skrócie: Jakiś gość na widowni „nękał” znajdującą się obok niego kobietę. Kurt to zauważył i zareagował.

Moja ocena zachowania Kurta

Czy jego reakcję można nazwać bohaterską, wyjątkową? Według mnie, nie. Dostrzegł, że ktoś jest w niebezpieczeństwie i bezzwłocznie zainterweniował. Zrobił to, chociaż grał koncert. Nie zaczekał do końca utworu, nie zawołał kogoś innego, chociażby jakiegoś ochroniarza, a tacy przecież musieli tam być. Przerwał granie i ruszył z pomocą. Zwróćcie uwagę, że inni nawet nie wiedzieli, o co chodzi. Także kumple z zespołu grali jeszcze przez kilka chwil, nim zorientowali się w sytuacji.

Trochę gdybania nie zaszkodzi…

A jak w takiej sytuacji zareagowałbym ja? Czy zachowałbym się tak jak Kurt?

Gdybym zobaczył kogoś w niebezpieczeństwie – mężczyznę lub kobietę, osobę starszą lub młodszą, tej samej narodowości lub innej, o poglądach takich samych lub całkowicie odmiennych od moich, po prostu kogokolwiek – czy ruszyłbym z pomocą? Może gdyby obok mnie znajdowali się moi kumple albo ochroniarze (choć takich się jeszcze nie dorobiłem), to może nie miałbym problemów z udzieleniem wsparcia potrzebującemu. Ale gdybym był sam? Pomógłbym czy bałbym się, że się narażę? A w sumie to jak zachowałby się Kurt, gdyby też nie miał żadnego wsparcia?

Odpowiedź

Trochę myślałem na ten temat. Myślałem, myślałem, aż wymyśliłem!

[Aplauz!!!]

Wszystko jest zależne od sytuacji (Ameryki to jednak tym nie odkryłem…). Gdybym miał się bowiem przeciwstawić bandzie przyodzianej w dresy z trzema lub czterema paskami (+10 do klasy pancerza) oraz dumnie dzierżącej w swych umięśnionych rękach pradawne artefakty zwane bejsbolami (+15 do ataku), to rzucenie się na nich samemu lub nawet w towarzystwie paru kumpli kwalifikowałoby się do Nagrody Darwina. Znacznie rozsądniejsze byłoby wezwanie stróżów prawa. Chociaż gdybym poczuł nagły przypływ mocy lub sytuacja ofiary byłaby naprawdę tragiczna…

Ale jeśli napastnik byłby w moim zasięgu, a ofiarą kobieta, dziecko lub inna osoba charakteryzująca się mniejszą siłą, to przejście obok obojętnie bądź czekanie na interwencję kogoś innego byłoby totalnym tchórzostwem i zasługiwałoby na dożywotnią utratę szacunku.

Zanim się pogubię w swoich rozważniach, spróbuję je krótko podsumować: każda niebezpieczna sytuacja jest inna i ciężko z góry powiedzieć, że w tej trzeba się zachować tak, a w tej tak. Ale z całą pewnością temu, kto jest w potrzebie, trzeba pomóc. W taki sposób, by nie zaszkodzić ani jemu, ani sobie (by z poSZTUKOwanego nie stać się poSZKODOwanym).

Przyszedł mi tu na myśl jeszcze przykład z tonącym człowiekiem. Jeśli nie potrafię pływać (a naprawdę nie potrafię), to w celu ratowania go rzucę mu koło ratunkowe, deskę albo podam gałąź. Lub zawołam ratownika, jeśli dzieje się to na plaży. Żeby po mojej akcji ratunkowej nie trzeba było reanimować już dwóch…

Cytaty

To na koniec moich wywodów jeszcze kilka wypowiedzi Kurta:

Apatia mojego pokolenia. Obrzydza mnie. Obrzydza mnie też moja własna apatia, bycie tchórzliwym i nieprzeciwstawianie się rasizmowi, seksizmowi i wszystkim innym -izmom, na które kontrkultura narzeka od lat.

Chciałbym się pozbyć homofobów, seksistów i rasistów z naszej publiczności. Wiem, że oni tam są, i to mnie martwi.

Gwałt jest jedną z najbardziej przerażających zbrodni na ziemi, a zdarza się co kilka minut.

Mam prośbę do naszych fanów. Jeżeli którykolwiek z was w jakikolwiek sposób nienawidzi homoseksualistów, ludzi o innym kolorze skóry lub kobiet, zrób nam jedną przysługę – odwal się od nas! Nie przychodź na nasze koncerty i nie kupuj naszych płyt.

Gdy inni tylko wspomną nazwisko „Cobain”, niech nam do głowy przyjdzie coś więcej, niż tylko to, że był liderem Nirvany i w swoim krótkim życiu wzbudzał wiele kontrowersji. Pomyślmy o człowieku, który nie bał się głośno mówić o problemach i – co więcej – potrafił postąpić zgodnie ze swoimi przekonaniami.

***

Kurt Donald Cobain: 20.02.1967 (Aberdeen, Waszyngton) – 5.04.1994 (Seattle).