O Schulzu to Xięga

Lektura arcyciekawej i świetnie napisanej książki „Synowie ludożerców” autorstwa Janusza Wolniewicza już za mną. W najbliższym czasie spodziewajcie się na poSZTUKOwanym jej opisu i ciekawych fragmentów.

Tymczasem biorę się za następną publikację: „Bruno Schulz” Jana Gondowicza, wydaną w ramach kolekcji „Ludzie Czasy Dzieła” przez Edipresse Polska. Traktuje ona właśnie o Bruno Schulzu – wybitnym przedstawicielu Dwudziestolecia międzywojennego, autorze m.in. „Sklepów cynamonowych” i „Sanatorium pod Klepsydrą”, o których pisałem już w jednym z artykułów. (Ta książka o Schulzu to prezent od mojego kumpla Jarka, entuzjasty literatury tego okresu).

Kto wie, może jakimiś przemyśleniami o tym drohobyczańskim prozaiku, grafiku, malarzu, rysowniku i krytyku literackim podzielę się tu, na poSZTUKOwanym? Poczytamy, zobaczymy…

Sklepy cynamonowe – cytaty wybrane

Dzisiaj rano, w okolicach godziny siódmej dwadzieścia, nucąc sobie radośnie pod nosem piosenkę „Zacznij od Bacha” Zbyszka Wodeckiego, wpadłem na pomysł na kolejny artykuł. Pomyślałem sobie, że skoro wypisałem niedawno cytaty z „Trylogii husyckiej” Andrzeja Sapkowskiego, to dlaczego nie miałbym wypisać ich z kolejnej książki?

Jej wybór był tutaj dla mnie jasny i oczywisty. Jakiś czas temu – może rok – dostałem ją w prezencie od żony. Naprawdę bardzo się wtedy ucieszyłem, bo była to książka, którą od dawna chciałem przeczytać w całości (w szkole było omawiane chyba tylko jedno opowiadanie): „Sklepy cynamonowe” Bruno Schulza.

(Książka, którą dostałem od żony, zawiera dwa łączące się ze sobą zbiory opowiadań: właśnie „Sklepy cynamonowe” i „Sanatorium pod Klepsydrą”, a także jeszcze tekst „Rzeczywistość zdegradowana (Rzecz o Brunonie Schulzu)” Artura Sandauera).

Pełna mitycznych, fascynujących, onirycznych opisów, porównań i przenośni, zauroczyła mnie już od samego swojego początku. Ponieważ chciałem mieć możliwość szybciej wracać do interesujących mnie fragmentów, założyłem specjalny zeszyt, do którego je przepisywałem (nie znoszę malowania, pisania, rysowania po książkach. Zwłaszcza takich pięknych, mających już swoje lata).

Teraz, dzięki temu, łatwiej mi się podzielić z wami tym, co wyjątkowo mi się w tej książce spodobało. Zapraszam do lektury:

Sklepy cynamonowe, Sierpień:

Ogromny słonecznik, wydźwignięty na potężnej łodydze i chory na elephantiasis, czekał w żółtej żałobie ostatnich, smutnych dni żywota, uginając się pod przerostem potwornej korpulencji. Ale naiwne przedmiejskie dzwonki i perkalikowe, niewybredne kwiatuszki stały bezradne w swych nakrochmalonych, różowych i białych koszulkach, bez zrozumienia dla wielkiej tragedii słonecznika.

Sklepy cynamonowe, Ptaki:

(…) zakopcone przestrzenie strychów – czarne, zwęglone katedry, najeżone żebrami krokwi, płatwi i bantów – ciemne płuca wichrów zimowych.

Sklepy cynamonowe, Pan Karol:

W pokoju panował odstały półmrok z osadem wielu dni samotności i ciszy.

Sklepy cynamonowe, Ulica Krokodyli:

Wszelako, mimo zaaferowania i interesowności, ma się wrażenie błędnej, monotonnej, bezcelowej wędrówki, jakiegoś sennego korowodu marionetek.

Sanatorium pod Klepsydrą, Wiosna:

Jedne z tych prędkich i zgrabnych dziewcząt śpieszą do pracy, do sklepów i biur, inne na schadzki, ale przez chwil parę, podczas których przechodzą przez ażurowy kosz alei dyszący wilgocią kwiaciarni i nakrapiany trelami ptaków – należą do tej alei i do tej godziny, są – nie wiedząc o tym – statystkami tej sceny w teatrze wiosny.

Trony więdną nie zasilane krwią, żywotność ich rośnie tą masą krzywdy, zaprzeczonego życia, tego wiecznie innego, co zostało przez nie wyparte i zanegowane.

Sanatorium pod Klepsydrą, Dodo:

Bo jakże można było kontynuować rozmowę, gdy na przykład na pytanie, czy towarzyszył matce w drodze na wieś, odpowiadał tonem minorowym: „nie wiem”, i była to smutna i zawstydzająca prawdomówność, gdyż pamięć Doda nie sięgała w istocie poza chwilę i najbliższą aktualność.

(…) okazało się, że był już niejako wycofany z obiegu, nie należał do wspólnoty ludzi rozumnych.

(…) byli to towarzysze specjalnego gatunku, nie w znaczeniu koleżeństwa i wspólności interesów, ale w sensie wysoce problematycznym i nie przynoszącym zaszczytu.

Z satysfakcją mówił nieuleczalnie chorym o czekającej ich śmierci. Z wizyt kondolencyjnych korzystał, by przed skonsternowaną rodziną poddawał ostrej krytyce żywot zmarłego, po którym jeszcze łzy nie obeschły.

Sanatorium pod Klepsydrą, Edzio:

(…) gdy leżą w pokojach tego domu bezwładni jak mak w przegrodach wielkiej, głuchej makówki.

Sanatorium pod Klepsydrą, Emeryt:

Nie, oni po prostu dzielą czas na drobne polana, gospodarują czasem, zapełniają piwnice dobrą i równomiernie porżniętą przyszłością na zimowe miesiące.

Odbiór twóczości

Także i wam podobają się te fragmenty? Należycie więc do jednej grupy wraz ze mną i m.in. Witkacym, Antonim Słonimskim, Arturem Sandauerem, Jerzym Ficowskim i Julianem Tuwimem. Nie podobają się? No trudno. Przecież nie muszą. W okresie międzywojennym, ale także i później, również znalazło się sporo osób, które twórczość Schulza oceniały negatywnie.

Hmm, mam pomysł. Tych kilka(naście) cytatów to w sumie trochę mało, żeby oceniać czyjąś twórczość. Przeczytajcie więc całość. Nie macie tej książki w domu? No to odsyłam was do jednego z moich poprzednich artykułów – zobaczcie, na ile sposobów możecie ją zdobyć. A potem podzielcie się wrażeniami z lektury w komentarzach.

***

Chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o Bruno Schulzu? Przeczytajcie więc ten artykuł na Wikipedii. Tutaj mają być bowiem tylko cytaty, a nie biografia artysty…