Pora na Skubasa

Czasami tak mam: spędzę sporo czasu nad jakimś tekstem, wprowadzę poprawki, otaguję go, wybiorę zdjęcie tytułowe… I pozostaje mi już tylko kliknąć „Opublikuj”. Ale nie klikam…

Bo jeszcze coś mi nie gra… Coś mi nie pasuje… Czegoś mi brakuje…

A potem tracę wenę do danego tematu i artykuł wędruje sobie na bok.

A może powinienem napisać: „odkładam, by dojrzał”…?

I tak było z niniejszym tekstem o Skubasie. Ale swoje odleżał (do pół roku – PÓŁ ROKU!!! – brakło kilku dni), dojrzał, przyszła wena i nowy pomysł. I oto jest gotowy!

Ludzie, ludziki i ludziska, oto przyszła pora na Skubasa!

O Skubasie

Skubas, czyli Radosław Skubaja, to pochodzący z Lublina polski piosenkarz, gitarzysta i kompozytor. W roku 2012 wydał swój debiutancki album: „Wilczełyko”. Na stronie wytwórni Kayax napisano o tym tak: „Wilczełyko” to pierwszy autorski projekt muzyczny Skubasa, wokalisty o wyjątkowej, bardzo charakterystycznej barwie głosu. Do tej pory znany głównie z kooperacji ze Smolikiem (pod pseudonimem Sqbass) tym razem zaskakuje w zupełnie nowej odsłonie. Muzyka to niezwykle klimatyczne, akustyczne gitarowe brzmienia o lekko folkowym, grunge’owym charakterze. Skubas w swoich autorskich kompozycjach łączy brudne, gitarowe riffy z melancholijnym wokalem, tworząc nostalgiczne, melodyjne piosenki. W produkcji postawił przede wszystkim na atmosferę i przestrzeń. „Wilczełyko” wypełnia lukę na polskiej scenie muzycznej i jest swoistym powrotem do prostoty i autentyczności.

Skubas - Wilczełyko

A co o Skubasie i jego dziele sądzę ja?

Jak chyba większości z tych, którzy spotkali się z jego twórczością, spodobał mi się przede wszystkim utwór „Linoskoczek” (chyba jedyny promowany przez media. Chyba, bo już teraz nie pamiętam. Było to tak dawno temu, że mogę się mylić). No i zacząłem wałkować tenże album, swoje szczególne sympatie i wyrazy uznania kierując w stronę właśnie „Linoskoczka” oraz utworu „Nie pytaj”. Płytę miałem w samochodzie i słuchałem, słuchałem, słuchałem. Nie zwracałem zbytniej uwagi na formę i treść, ale raczej na to, że mi się podoba… Ot, tak po prostu i banalnie: „fajna muzyka”. Ciekawe porównania i aranżacje zauważam dopiero teraz – słuchając tego „po latach”.

Dorosłem… I do twórczości Skubasa, i tak ogólnie.

Chyba coś przegapiłem

Niedługo po wydaniu tej płyty (przypominam: w roku 2012), powstała piosenka nosząca tytuł „Nie mam dla ciebie miłości”. Odkryłem ją jednak dopiero stosunkowo niedawno. Na osi czasu fakt ten można by umiejscowić gdzieś między trzecim a czwartym kwartałem roku 2015.

Jeśli dobrze łączą mi w głowie styki, to pierwsze jej wysłuchanie nie wprawiło mnie w zachwyt lub chociażby jakiekolwiek głębiej uzasadnione uznanie. Jednakże w tym momencie – z pełną świadomością – mówię: jak dla mnie, to jedna z naprawdę nielicznych genialnych piosenek o miłości, jakie powstały w ostatnich latach. Inne, które przychodzą mi teraz do głowy, to „This I Love” Guns N’ Roses, o której pisałem w grudniu ubiegłego roku, a także „Gdybym” Voo Voo, o której artykuł jest w fazie dojrzewania…

Co wpływa na taką moją ocenę: uznania „Nie mam dla ciebie miłości” za jeden z lepszych utworów?

Kilka słów „za”

Słuchając tego utworu Skubasa, w mojej głowie rysuje się tylko jeden obraz. I nie jest to wcale jakieś tandetne romansidło, jakaś południowoamerykańska telenowela lub wynalazek próbujący ją naśladować.

Oto mężczyzna i kobieta. Ona go kocha, a on dobrze o tym wie. Jednakże jego uczucia do niej są zgoła całkowicie inne. Parafrazując: ‚on nie ma dla niej miłości’, nie kocha jej, traktuje ją bardziej jak zwykłą koleżankę. Nie kryje tego, wręcz otwarcie o tym jej mówi, nie pozostawiając jej już żadnych złudzeń:

Jeśli chcesz, możesz przyjść, kupić wino, zostać na noc
Nie przytulę Cię potem, odwrócę, rzucę „dobranoc”
Jeśli chcesz, możesz przyjść, zdjąć bluzkę, zostać do rana
Nie odprowadzę Cię potem, do drzwi trafisz sama

Jeśli chcesz, troszcz się o mnie, tylko pozbądź się złudzeń
Nie zacznę Cię kochać, choć przy Tobie się budzę
Jeśli chcesz, to dbaj o mnie, bądź zawsze pod ręką
Jeśli pójdę z inną, nie mów – serce Ci pękło

… jeśli mogę zacytować tu w całości obie zwrotki utworu.

I gdzie tutaj ta miłość? Dopowiada to refren:

Nie mam dla Ciebie miłości, ktoś tu był przed Tobą
Nie ma we mnie miłości, odchodząc zabrała ją ze sobą

Mężczyzna ten tak bardzo kocha kobietę nieobecną już w jego życiu (śmierć? rozwód? rozstanie?), że nie jest w stanie pokochać już nikogo innego. Widać w tym niesamowite oddanie, przywiązanie, tęsknotę, żal, ból spowodowany stratą.

Mnie to porusza. Bo czyż nie jest to bardziej życiowe, niż wszystkie te cukierkowe historie?

Klip do utworu

Nie mogę oczywiście pominąć klipu, jaki powstał do tego utworu, a który wyreżyserował Maciej Bieliński.

Sprawy techniczne pominę, bo po prostu na tym się nie znam. (Gdybym chciał je opisać, musiałbym zwrócić się o pomoc do kumpla Czarka). Bez gdybania (i pomocy) mogę za to napisać o moich wrażeniach.

Klip porusza mnie na równi ze słowami utworu i idealnie też do niego pasuje, chociaż nie przedstawia wydarzeń z tekstu dosłownie. Głównym bohaterem jest tutaj postać grana przez wybitnego polskiego boksera, medalistę olimpijskiego i wielokrotnego Mistrza Polski – pana Krzysztofa Kosedowskiego.

Budzi się on rano do kolejnego dnia. Pacierz, poranna kawa, ćwiczenia, wyszykowanie się (do tego momentu jest sam, w domu brak kobiety) i wyjście do klubu, w którym trenuje młodych adeptów boksu. Po drodze mija przywiązanego do drzewa psa. Dzieli się z nim swoim skromnym śniadaniem. Wracając z treningu podejmuje decyzję: zabiera psa ze sobą, być może nawet ratując mu w ten sposób życie…

Nie wiem jak was, ale cierpienie zwierząt porusza mnie o wiele bardziej niż cierpienie ludzi. Czy jest to normalne? Nie chcę wiedzieć i nie chcę się w to zagłębiać. Może jest tak po prostu dlatego, że zwierzęta są od nas, ludzi, o wiele bardziej bezbronne i o wiele łatwiej wyrządzić im krzywdę – krzywdę, której w przeciwieństwie do człowieka, nie są w stanie sobie w żaden sposób wytłumaczyć.

Kosedowski

Paradoksalnie, najbardziej poruszającym mnie momentem teledysku nie jest scena, gdy ukazany jest pies przywiązany do drzewa. Najbardziej porusza mnie moment, gdy pan Krzysztof niesie tego biednego, brudnego, zlęknionego psa na rękach. Napisałbym, że dla mnie to chwila, w której zespalają się dwie cierpiące dusze (w sumie trzy: pana Krzysztofa, psa i podmiotu lirycznego). Ale tak nie napiszę, bo – jak dla mnie – brzmi to jakoś dziwnie, zbyt podniośle i sztucznie… I te emocje widoczne wtedy na twarzy bohatera – zwykłego, prostego człowieka.

Ostatnie przemyślenie

Bardzo się cieszę, że dnia 25 czerwca roku bieżącego Skubas wystąpi w Częstochowie „na Frytce”, czyli podczas VI edycji Częstochowskiego Festiwalu Kultury Niezależnej Frytka OFF. Nareszcie go zobaczę i posłucham na żywo. Sprawdzę, czy „w realu” jest tak samo przekonujący i trafiający do uczuć, a potem się z wami tym podzielę na łamach tego bloga.

I mam nadzieję, że relacja z tego wydarzenia pojawi się tutaj już kolejnego dnia, a nie po pół roku…

***

I co bardzo, bardzo, baaardzo ważne: będę „na Frytce” choćby grzmiało i ziemia się rozstępowała. Tym bardziej, że tego samego dnia, na tymże właśnie festiwalu, zagra też Voo Voo… Aaa, kolejne spotkanie z Waglem!!!

***

Autorką zdjęcia tytułowego jest Anna Tomczyńska. Pobrałem je z profilu Skubasa na stronie wydawnictwa muzycznego Kayax.